czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 23


Po lodach Dylan zabrał swoją siostrę na plac zabaw. Kelly pobiegła bawić się z innymi dziećmi, a ja i O'Brien usiedliśmy na huśtawce.
-Zostaniesz dzisiaj u mnie na noc?-zapytałam  Dylan'a, robiąc słodką minkę.
-To zależy, co będziemy robić.-powiedział i poruszył sugestywnie brwiami.
-Zboczeniec.-mruknęłam.
Po chwili obok nas znalazła się Kelly, prowadząc za sobą jakiegoś psa.
-Dylan, patrz, znalazłam pieska. Możemy go wziąć?-zapytała robiąc maślane oczka.
Piesek był średniej wielkości, biały, ze słodkim pyszczkiem.
-Wiesz, że mama się nie zgodzi.-powiedział Dylan.
-Proszę. Będę o niego dbała i wyprowadzała. Przysięgam.
-No dobra.-Dylan westchnął przeciągle i wstał z miejsca. Przykucnął przy psie i podrapał go za uchem.
-Jak chcesz go nazwać?-zapytałam, uśmiechając się do dziewczynki.
-Diego!-zadecydowała szybko.
-Wracajmy do domu.-powiedział i poszliśmy do samochodu.
Po drodze wjechaliśmy do sklepu, po coś do jedzenia dla nas i dla Diego. W domu byliśmy wieczorem. Dylan i Kelly poszli wykąpać psa, a ja zrobiłam spaghetti. Kiedy zaczęłam nakładać je na talerze, w kuchni pojawiła się mama Dylan'a.
-Jestem już w domu kochanie. Możesz już lecieć do Alex.-powiedziała, nie podnosząc głowy znad jakiś papierów.
-Dzień doby.-powiedziałam zwracając na siebie jej uwagę.
-Oh, Alex. Nie wiedziałam, że to ty. A gdzie zniknął Dyl i Kelly?-zapytała.
-Są na górze, zaraz powinni zejść. Jest pani głodna?
-Umieram z głodu.-odparła i uśmiechnęła się.-Zrobiłaś spaghetti? Alex, jesteś aniołem.
Nałożyłam makaron na jeszcze jeden talerz i rozstawiłam je na stole.
-Diego! Zaczekaj!-Kelly krzyknęła zbiegając po schodach.
Po chwili do kuchni wparował Diego, cały mokry. Stanął na środku kuchni i otrzepał swoją sierść z wody.
-Boże, co ta za pies?-zapytała mama Dylan'a.
Zaraz po psie, w kuchni pojawili się Dylan i Kelly. Brunet był cały mokry. Z jego ubrań kapała woda.
-Ty kąpałeś psa, czy pies ciebie?-zapytałam sarkastycznie.
-Cześć mamo.-powiedział i spojrzał na mnie panicznym wzrokiem.
Ledwo mogłam powstrzymać śmiech.
-Dylan, wykończysz mnie kiedyś. Skąd masz tego psa?-zapytała Phobe.
-Kelly znalazła na placu zabaw. Wiesz, że zawsze marzyła o psie. Pomyślałem, że nie będziesz miała nic przeciwko.
Szatynka spojrzała najpierw na psa, który właśnie targał dywan.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł. Prawie nigdy nie ma mnie w domu. Kto będzie dawał mu jeść?
-Ja, obiecuje.-powiedziała Kelly wspinając się na kolana mamy.
-No dobrze.-Phobe westchnęła przeciągle.



***


-Zostań na noc.-Dylan mruknął błagalnie do mojego ucha, wtulając się w moją szyję. 
-Innym razem.-odpowiedziałam niechętnie. 
Leżeliśmy na jego łóżku i słuchaliśmy muzyki. 
-Jest jakiś sposób, żeby cię przekonać?
-Może...-uśmiechnęła się pod nosem. 
Jego usta znalazły się na mojej szyi. Przejechał językiem po mojej skórze, a potem zaczął ją lekko ssać. Jęknęłam 
-Już wiem, gdzie chcę cię zabrać.-powiedział i wstał. 
-Co? Ale teraz? Jest już po 22.
-Teraz.-przytaknął. 
-Uhg...
Podniosłam swoje ciało z wygodnego łóżka bruneta i poszłam za nim. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do czarnego samochodu Dyl'a. Nie zwracałam uwagi na drogę, więc O'Brien mógł mnie nawet wywieźć do lasu, a ja bym się nie zorientowała, co też uczynił. Zatrzymał auto gdzieś w środku lasu. 
-Chyba nie zamierzasz mnie tu zostawić, co?
-To zależy...-uśmiechnął się tajemniczo i wysiadł z pojazdu. 
Po chwili szliśmy wolnym krokiem przez las. 
-Co ty kombinujesz?-zapytałam.
-Spodoba ci się.-powiedział i pocałował mnie w czoło. 
Drzewa zaczęły się przerzedzać, ukazując ogromną polanę, która kończyła się ogromną przepaścią. Dokładnie w to samo miejsce, kilka tygodni temu zabrał mnie Paul. Prawie wszystko wyglądało, tak jak wtedy - fioletowe kwiaty, księżyc, romantyczna atmosfera. Chwyciłam dłoń Dylan'a, splatając nasze palce razem. 
-Jeszcze nikomu nie pokazywałem tego miejsca.-przyznał. 
Dokładnie to samo powiedział mi brat Rose. Uśmiechnęłam się pod nosem i pocałowałam bruneta. Kiedy odsunęłam się od niego, chłopak spojrzał prosto w moje oczy.
-Jeśli zawsze będziesz tak reagować, to będziemy tu przyjeżdżać codziennie.-powiedział. 
-Kocham cię.-szepnęłam.
Oczy bruneta zaświeciły się wesoło, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Uświadomiłam sobie, że powiedziałam mu to pierwszy raz.
-Też cię kocham.



***


-A wiesz może, co słychać u Thomas'a?-zapytała Rose.
-Nie. Miałam się z nim spotkać w piątek.-powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
Dziś sobota, a ja obiecałam Craven, że zostanę u niej na noc. Siedziałyśmy właśnie u niej pokoju i malowałyśmy paznokcie. 
-Tęsknisz za nim?-zapytałam. 
-Chciałabym, do niego zadzwonić, usłyszeć jego głos, wiedzieć, że wszystko u niego w porządku, ale wiem też, że jak tylko go zobaczę albo usłyszę, to powróci cały ból, wspomnienia z tamtej nocy...
Spojrzałam na nią współczująco. 
-Na pewno wszystko z nim dobrze.-powiedziała i posłałam jej pokrzepiający uśmiech. 
-A jak z tobą i Dylan'em?-zapytała brunetka.
-Dobrze.-powiedziała i uśmiechnęłam się sama do siebie.-Zabrał mnie na nasza pierwszą randkę dokładnie co samo miejsc co Paul.
-I co? Skończyło się na seksie?-zapytała poruszając zabawnie brwiami.
-Nie.-zaprzeczyłam.
-Jasne... Przecież mi możesz powiedzieć prawdę.
-Rose, to jest prawda. 
-Dobra cnotko.-powiedziała i wywróciła oczami. 
Usłyszałam swój telefon, który oznajmił, że dostałam wiadomość. Wyciągnęłam po niego rękę na szafkę nocną, ale Rose była szybsza... Chwyciła go w swoje dłonie i śmiesznym głosem zaczęła czytać wiadomość od Dylan'a.
-Tęsknie. Co robicie? Nie potrzebujecie rozrywki?
-Oddaj.-poprosiłam.
-Napiszę mu, żeby przyszedł.-powiedziała i zaczęła wystukiwać odpowiedź.
Wywróciłam oczami i położyłam się na łóżku.
-Może tak napisałabyś do swojego chłopaka, hmmm?-zapytałam sarkastycznie.
-Dylan to głupek, nie wiem jak z nim wytrzymujesz.-powiedziała i dala mi telefon.-Czytaj.
-Przyjdź, pod warunkiem, że będziemy uprawiać seks.-przeczytałam głośno, wiadomość, którą Rose wysłała w moim imieniu.-Jezu, Alex kocham cię. Jesteś idealna. Zaraz będę.
-Łatwo się napala.-brunetka zachichotała.
-Co ty masz w tej chorej głowie?-powiedziałam ze sarkazmem.
-Nie chcesz wiedzieć.-mruknęła z rozbawieniem.
Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
-Szybki jest.-powiedziała Craven.-Idź mu otworzyć, a ja zejdę po jakieś żarcie.
Wstałyśmy ze swoich miejsc i Rose poszła do kuchni, a ja do korytarza. Otworzyłam drzwi, w których stał od ucha do ucha uśmiechnięty brunet. Od razu gdy mnie zobaczył, agresywnie naparł swoimi wargami na moje.
-Rose nie ma?-zapytał odrywając się ode mnie.
-Jest i to ona z tobą pisała.-powiedziałam, a widząc dziwny wyraz twarzy O'Briena wybuchłam śmiechem.
-Umówiłem się na seks z Rose.-zapytał niedowierzająco.
Zachichotałam i poczochrałam jego włosy.
-Jesteś mój, nie oddam cię.
Chłopak odetchną z ulgą.
-Dzięki O'Brien.-powiedziała Rose wychodząc z kuchni niosąc ze sobą dużo jedzenia.-Nie wiesz, co tracisz.
-Wiem, tracę możliwość zarażeniem się HIV'em.-powiedział i przytulił ją.-Dobrze cię widzieć.
-Ciebie też. Chodźcie na górę.
Weszliśmy do pokoju Rose, a Dylan od razu rzucił się na łóżko Craven. Usiadłam obok niego, wtulając się w jego silne ramiona.
-Oglądamy coś?-zapytała brunetka.
Pokiwaliśmy zgodnie głowami, a Rose włączyła 'Zmierzch'. Usiadła obok mnie biorąc paczkę żelków. Jakoś w połowie filmu, Dylan zasnął. A kiedy film skończył się, szturchnęłam go łokciem.
-MMM, super film. Serio fajny.-mruknął zaspany.
-Serio? A co ci się podobało najbardziej?-zapytałam.
-No wiesz, każda scena była idealnie dopracowana i ten, no...-zaczął się jakąś.-Fabuła dobra i takie tam.
-A jak nazywał się główny bohater?-zapytała Rose.
Dylan zagryzł nerwowo wargę.
-Emmm... Miguel.
Obie wybuchłyśmy głośnym śmiechem, a O'Brien zrobił obrażoną minę.
-Lepsze to, niż Edward z tego głupiego filmu o wampirach.-mruknął, a my zaczęłyśmy się śmiać jeszcze bardziej.
-Chcecie wziąć wspólny prysznic?-zapytała Craven.
Dylan spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem. 
-Tak!-powiedział energicznie kiwając głową. 
-Chciałbyś...-powiedziałam.
Chłopak wstał i podciągnął mnie do góry. Mimowolnie wstałam, a Dylan złapał mnie w pasie i przewiesił sobie prze ramię. 
-Gdzie jest łazienka?-zapytał.
-Obok.-powiedziała Rose.
Pokazałam jej środkowy palec, a brunet ruszył do łazienki. Odłożył mnie na ziemię i dokładnie zamknął za nami drzwi. Na jego twarzy widniał łobuzerski uśmiech. 
-To się dzieje wbrew mojej woli. Zacznę krzyczeć.-powiedziałam ostrzegawczo. 
Dylan pokręcił głową z rozbawieniem. 
-No dobra...-mruknęłam.-Rozbieraj się.



***

Dzisiaj są święta, więc chcę wam życzyć zdrowia, pogody ducha, 
udanych prezentów pod choinką
(Dylana!!!),
miłych chwil spędzonych w gronie rodziny i przyjaciół, zadowolenia z 
życia, dużo fory i osiągnięcia wymarzonych celi. 
Kocham ❤❤❤


Ps. przepraszam, że taki krótki, ale przygotowania na święta, sami rozumiecie...
Następny rozdział pojawi się 07.01.2016!!!

BAE.

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 22


Po krótkiej drodze znaleźliśmy się w szpitalu. Szybkim krokiem udaliśmy się na recepcję. Na krześle siedziała wysoka, opalona czarnowłosa dziewczyna. 
-Przepraszam.-powiedziałam, próbując zwrócić na siebie jej uwagę. 
Kobieta podniosła na mnie znudzony wzrok znad telefonu. 
-Przywieziono tu dziewczynę, Rose Craven. Gdzie ją znajdę?-zapytałam drżącym z nerwów głosem. 
-Jesteś z rodziny?-zapytała od niechcenia. 
-Nie, jestem jej przyjaciółką.
-Przykro mi, ale nie mogę cię wpuścić. Tylko rodzina.-powiedziała i wróciła do swojej wcześniejszej czynności. 
-Jestem jej bratem.-powiedział Dylan.
Dziewczyna spojrzała na niego i od razu się ożywiła. Wyprostowała się i odłożyła telefon na biurko. 
-Oh, na pewno? Może zrobię ci szybkie sprawdzenie DNA?-zapytała i zagryzła wargę. 
Czułam jak wzbiera we mnie złość. Zacisnęłam mocno szczękę, powstrzymując się od przywalenia tej babie.
-Sami ją znajdziemy!-warknął O'Brien. 
Chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę windy. Dylan zadzwonił do Thomas'a, zapytać się na którym piętrze są, a po chwili byliśmy już na 3 piętrze. Z nerwów trzęsły mi się ręce. Martwiłam się o moją przyjaciółkę. 
-Nie denerwuj się tak, na pewno nic jej nie jest.-powiedział pocieszająco Dylan. 
Objął mnie w psie i poprowadził w stronę rodziny Craven. Jej rodzice siedzieli na krzesełkach ze spuszczonymi głowami, Paul stał oparty o ścianę, a Thomas kręcił się nerwowo po korytarzu. 
-Co z nią?-zapytałam, nie kierując tego pytania, do nikogo szczególnego. 
Matka Rose podniosła na mnie swoje załzawione oczy. 
-Poroniła.-powiedziała, a moje serce zaczęło bić szybciej. 



~Rose~


Siedziałam na łóżku szpitalnym, tępo wpatrując się w ścianę przede mną. Obok, na krześle siedziała kobieta, która była psychologiem. Miałam  dupie to, co mówi. To były tylko puste słowa wyprane z emocji. Ja i tak wiedziałam, że nie zależy jej na tym, abym po rozmowie z nią poczuła się lepiej. To tylko jej praca i nic więcej. Nikt nie wie jak czuję się, w tej chwili. Mojego wewnętrznego bólu nie da się opisać słowami. Czułam, jakby ktoś odebrał mi połowę mojego życia. Po moim policzku spłynęły łzy, które szybko otarłam wierzchem dłoni. 
-To normalne Rose. Wiem, że strata dziecka to ogromny ból. Ale lepiej nie przeżywać tego wewnątrz siebie. Porozmawiajmy.-powiedziała, ściskając moją dłoń, którą szybko zabrałam. 
Miałam ochotę przywalić tej kobiecie krzesłem w twarz i wywalić ją przez okno. Emocje, w środku mnie szalały, a ja czułam, że zaraz nie wytrzymam i wybuchnę. Blondynka dalej coś mówiła, ale ja starałam się ją ignorować. 
-Może już pani wyjść?-wysyczałam wściekła. 
-Rose, chce ci pomóc...
-Nie potrzebuje twojej pieprzonej pomocy!-podniosłam głos.-Masz to gdzieś, czy mi pomożesz, czy nie. Dostajesz za to kasę i tylko to się liczy w tym cholernym świecie! A jak na razie pani mi nie pomaga, tylko strasznie wkurza, więc byłaby wdzięczna, jakby pani już stąd poszła i zostawiła mnie samą.
-Dobrze, w takim razie przyjdę jutro.-powiedziała i wstała. 
Odetchnęłam z ulgą. Na reszcie sama - ale nie na długo, bo zaraz po jej wyjściu, w sali pojawił się Thomas...


Leżeliśmy razem na łóżku, a ja prawie zasypiałam. Nagle poczułam okropny ból brzucha. Zacisnęłam mocno pięści na prześcieradle. 
-Rose, co jest?-zapytał zaniepokojony Tommy podnosząc się do siadu.
-Boli.-jęknęłam. 
Thomas wstał i oświecił światło. Podszedł do mnie, chwycił moją dłoń i lekko ścisnął. 
-Zawiozę cię na pogotowie.-powiedział i odchylił kołdrę, która była cała mokra.
Spojrzałam z przerażeniem na Thomas'a i już wiedziałam co się stało... straciłam dziecko. 


Kiedy tylko mnie zobaczył podszedł do mnie i pocałował w czoło.
-Jak się czujesz?-zapytał. 
-A jak mam się czuć?-zapytałam sarkastycznie. 
-Przepraszam, głupie pytanie.-powiedział i westchnął cicho, siadając na krześle. 
Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Jego głos, zapach, dotyk przypominał mi o naszym dziecku. 
-Thomas...-zaczęłam łamiącym się głosem.-Myślę, że powinniśmy zrobić sobie przerwę.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
-O czym ty mówisz?
-O nas. Potrzebuję czasu Thomas. Muszę wszystko przemyśleć, poukładać. 
-Rose, nie zostawiaj mnie! Wiesz, że bez ciebie moje życie nie ma sensu!-powiedział i gwałtownie wstał. 
-Przykro mi Tommy. Potrzebuję odpoczynku. Nadal cię kocham. 
Thom posłał mi ostatnie zbolałe spojrzenie i bez słowa wyszedł z sali. Wiedziała, że go krzywdzę, ale ja naprawdę muszę wszystko przemyśleć i poukładać w sobie. 


~Alex~


Siedziałam oparta o ramię Dylan'a i bawiłam się jego dłońmi. Rodzice i brat Rose czekali niespokojnie, aż Thomas wyjdzie z sali. 
-Która godzina?-szepnęłam cicho do Dylan'a. 
Brunet spojrzał na zegarek na swojej ręce.
-Po północy.-powiedział i uśmiechnął się pod nosem.-Dzisiaj są moje urodziny.
-Wszystkiego najlepszego!-powiedziałam i dałam mu całusa w policzek. 
Czułam na sobie tęskny wzrok Paul'a. Po chwili z sali, w której leżała moja przyjaciółka, wyszedł Sangster. Po jego minie, można było wywnioskować, że jest zły. Nie zwlekając ani chwili, rodzice i brat Rose weszli do sali. Thomas usiadł obok mnie, chowając twarz w dłoniach. 
-Zerwała ze mną.-mruknął pod nosem.
-Co? Jak to?-zapytała równocześnie z Dylan'em. 
-Tak to. Powiedziała, że potrzebuje czasu.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, aż w końcu zza drzwi wyłoniła się głowa mamy Rose.
-Alex, Rose cię prosi.
-Zaczekam.-powiedział Dylan i posłał mi uspokajający uśmiech.
Wstałam z krzesła i weszłam do sali. W środku było duże okno, białe ściany i dwa łóżka - jedno puste, a na drugim siedziała Craven. Wyglądała strasznie. Wpatrywała się pustym wzrokiem w przestrzeń, oczy miała czerwone od łez, włosy posklejane i poplątane. Pomyślałam, że to nie może być Rose. Zawsze jest pełna życia, energii i niedorzecznie głupich pomysłów. 
-Rose.-szepnęłam cicho i usiadłam przy jej łóżku łapiąc ją za dłoń.-Jak się czujesz?
-Teraz?-zapytała sarkastycznie zerkając na mnie.-Strasznie zirytowana, słysząc to pytanie po raz setny w tym cholerny dniu.
-Thomas się o ciebie martwi.
-Alex, nie mogę nawet na niego spojrzeć. Wszystko związane z nim przypomina mi o stracie naszego dziecka. Nadal go kocham i jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu, ale ja potrzebuję czasu.-wytłumaczyła. 
-Okej.-szepnęłam cicho. 
-Alex, jedź do domu i wypij się. Nie ma sensu, żebyście wszyscy tu siedzieli, bo ja też chce iść już spać.
-Na pewno?
-Na pewno.-powiedziała i przytaknęła głową. 
-W takim razie, przyjadę jutro. Kocham cię. 
-Ja ciebie te.-powiedziała, powiedziała, kiedy stałam już przy drzwiach. 



***


-Za kilka dni kończą się wakacje.-przypomniał mi Dylan.
-Cholera, rzeczywiście.-powiedziałam i cicho westchnęłam. 
-Chciałbym cię gdzieś zabrać.-powiedział zatrzymując się pod moim domem.
-Gdzie?
-Nie ważne gdzie, ale chcę być tylko z tobą.-powiedział patrząc prosto w moje oczy. 
Zagryzłam dolną wargę i przysunęłam się do niego. 
-Brzmi romantycznie.-mruknęłam.
Dałam mu szybkiego, przelotnego buziaka.
-Wejdziesz?-zapytałam odsuwając się od niego. 
-Nie, leć się wyspać. Jutro też chcesz jechać do Rose?
-Jeśli to dla ciebie nie problem...
-Będę po ciebie o 15.-powiedział. 
-Ja przyjdę do ciebie.-zadecydowałam i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony wyszłam z samochodu. 
Weszłam do domu i od razu skierowałam się do łóżka. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo zmęczona jestem. Prawie od razu zasnęłam. 



***


Obudziłam się po południu. Wstałam z łóżka, wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, włosy upięłam w niedbałego koka i zeszłam na dół. Dzisiaj są urodziny Dylan'a, a ja mu nic nie kupiłam, więc oby lubił naleśniki. Kiedy zrobiłam już wystarczającą ilość polałam je syropem klonowym i wbiłam małą urodzinową świeczkę. Wyszłam z domu i szybko znalazłam się pod domem O'Briena. Drzwi otworzył mi sam Dylan. Był ubrany jeszcze w piżamę i przecierał zaspane oczy. 
-Sto lat!-powiedziałam z szerokim uśmiechem podając mu naleśniki. 
-Jezu, Alex kocham cię. Z Kelly umieramy z głodu.-powiedział i dał mi całusa w policzek. 
Weszłam do środka i udaliśmy się do kuchni. Przy stole siedziała Kelly i grzebała widelcem po pustym talerzu. 
-Jesteśmy uratowani!-krzyknął Dylan. 
Mała podniosła na niego swoje zielone oczy i szeroko się uśmiechnęła. 
-Alex!-zawołała i podbiega do mnie. 
Wzięłam ją na ręce i obróciłam dookoła. 
-Przyniosłaś jedzenie?-zapytała niedowierzająco. 
Zachichotałam cicho i odłożyłam ją na ziemię. 
-Idź jeść, bo za chwilę twój brat wszystko pochłonie.-powiedziałam. 
Kelly obróciła się do tyłu i wystawiła małą piąstkę w kierunku Dylan'a. 
-Tylko spróbuj!-krzyknęła. 
Usiadłyśmy przy stole. Dylan i Kelly jedli, a ja przyglądałam się im. Byli do siebie tacy podobni - brązowe włosy, cudowne uśmiechy. Różnił ich jedynie kolor oczu. Dylan'a były brązowe, czasami miodowe, a Kelly w kolorze szafiru. Kiedy skończyli, brunet zabrał się za sprzątnięcie wszystkich naczyń, a Kelly zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Na środku nadal stał namiot, który zbudowaliśmy wczoraj. 
-Pobawimy się lalkami?-zapytała z nadzieją. 
-Pewnie.-uśmiechnęłam się szeroko, a ona w pudełku przyniosła swoją całą kolekcję lalek barbie. 
-To jest Alex. Jest księżniczką i jest najlepsza ze wszystkich. Podobna do ciebie, dlatego nazwałam ją tak jak ty masz na imię.-powiedziała wyciągając z kartonu lalkę o ciemnych włosach.-A to twój chłopak, książę Dylan. A to Rita. Jest wredna, nie miła i próbuje zniszczyć twój związek i księcia. 
Rita skojarzyła mi się z Ashley. Szmata, która próbuje zepsuć wszystko dookoła. Bawiłyśmy się chwilę i gdy akurat książę miał zamienić Ritę w ropuchę, do pokoju wszedł Dylan. 
-Mama wróci dzisiaj późno w nocy, a ja nie mogę zostawić Kelly samej.-powiedział. 
-W porządku, do Rose zajrzymy kiedyś indziej.-powiedziałam i uśmiechnęłam się. 
-A może pojedziemy na chwilę do Rose, a potem zabiorę was na lody?-zaproponował. 
Siostra bruneta energicznie pokiwała głową na 'tak' i przytuliła O'Briena. Minęło pół godziny, a my siedzieliśmy przy łóżku Craven. Dzisiaj wyglądała i czuła się o wiele lepiej. 
-Wyjdę jutro rano. W sobotę moich rodziców nie będzie w domu przez cały dzień. Wpadniesz do mnie na noc?-zapytała.
-Dobra.-zgodziłam się. 
Spojrzała na mnie, a później na Dylan'a spod zmrużonych powiek, a potem się uśmiechnęła. 
-Jesteście razem?-zapytała po chwili. 
Uśmiechnęłam się, brunetka zrobiła wielkie oczy. 
-Wiedziałam.
Wywróciłam teatralnie oczami, a Dylan zachichotał. 
-Widzisz, to było przeznaczenie.-powiedział O'Brien i próbował mnie pocałować. 
-Przestań.-jęknęłam, obracając się do niego bokiem. 
-Wyjdźcie już stąd, nie mam ochoty na was patrzeć!-powiedziała i pokazała nam język. 
-Zapamiętam to.-powiedziałam udając obrażoną. 
-Zaraz będzie tu Paul...-spojrzała porozumiewawczo na mnie. 
-Może ona nas po protu nie lubi?-zapytał sarkastycznie Dylan.
-No ciebie nie, O'Brien. Spadaj stąd!-powiedziała. 
Uśmiechnęłam się pod nosem. Taką Rose pamiętam i chce żeby została. 
-Idzie już, serio. Jak wyjdę, to nie dam wam spokoju i będziecie mieli mnie dość. 
-Na pewno?-zapytałam.
-Na pewno.
-W takim razie do jutro.-powiedziałam i wstałam z miejsca.
Dylan zawołał Kelly, która bawiła się na parapecie i wyszliśmy zostawiając Rose samą. 
-Teraz lody!-zażądała mała.



***


Mam już pomysł na nowe opowiadanie i powiem wam, 
że będzie ono kompletnie inne od tego, ale mam nadzieję, że wam się 
spodoba. Kto jeszcze nie zagłosował, czy chce, żeby nowe opowiadanie powstało, może to zrobić do 
końca stycznia ☺
Dzięki za wyświetlenia i komentarze, chociaż ich liczba ostatnio spadła :( 
W następnym rozdziale będzie dużo scen Alex-Dylan! 
Rozdział 23 pojawi się 24.12 z okazji świąt, to będzie
mój prezent dla was pod choinkę!
Rozdział dedykowany mojej przyjaciółce - Klaudii.
Za to, że jest zawsze przy mnie, wspiera i jest najlepsza na świecie!
Kocham cie wawariacie! ❤
Do następnego! ❤




niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 21


Przylgnęłam do niego tak mocno, że trudno było mi złapać oddech. Czułam, że dla O'Briena ta chwila wiele znaczy, bo w każde muśnięci warg wkładał tyle energii, jakbym zaraz miała zniknąć, a pocałunek mógł sprawić, że mnie przy sobie zatrzyma. Nasze języki walczyły o dominację. Nie myślałam w tej chwili co robię. Nie myślałam o Paul'u czy o kimkolwiek innym. Liczył się tylko ja i on. Świat wokół nas był bez znaczenia. W końcu oprzytomniałam i  odepchnęłam od siebie bruneta lekko, ale stanowczo. Nasze twarze nadal dzieliły zaledwie milimetry, a ja mogłam poczuć ciepło jego oddechu na swoje skórze. Było pomieszane z dymem papierosowym i miętową gumą. 
-Chodźmy już.-wyszeptałam.
To jedyne słowo, na które było mnie stać w tym momencie. Byłam oszołomiona tym, co zrobiłam. To nie powinno się zdarzyć, ale podczas tego pocałunku uświadomiłam sobie jedno...
Kocham Dylan'a i od zawsze mi się podobał. Oczywiście, do Paul'a też czuję coś więcej. Jednak kiedy całuje go, nie ma tego czegoś, tych motyli w brzuchu gotowych do odlotu, tej namiętności.
-O czym myślisz?-zapytał Dylan wyrywając mnie z zadumy. 
-O tym co właśnie zaszło.-powiedziałam.
-Co z tym zamierzasz zrobić? 
-Nie wiem, Dylan. Naprawdę nie wiem. Z jednej strony to nie powinno się zdarzyć, bo jestem z Paul'em, a z drugiej, zrozumiałam, że czuję coś do ciebie, zależy mi na tobie i wcześniej okłamywałam samą siebie myśląc, że to tylko zauroczenie..
Chłopak przerwał brutalnie wpijając się w moje wargi. Cicho jęknęłam do jego ust, ale oddałam pocałunek. 
-Kocham cię.-wyszeptał pomiędzy muśnięciami naszych warg. 
Ta chwila mogła by trwać wiecznie, gdyby nie to, że zaczęło padać. Dylan odsunął się ode mnie, a na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.
-Cholera, mieszasz mi w głowie.-powiedziałam cicho, bardziej do siebie.
Brunet złapał mnie w pasie i ruszyliśmy szybkim krokiem w stronę klubu. Kiedy znaleźliśmy się już na miejscu, przedostaliśmy się przez tłum tańczących ludzi i wspięliśmy się schodami na górę. Już z daleka widziałam uśmiechniętą Rose.Podeszłam do niej i mocno przytuliłam.
-Wszystkiego najlepszego!-powiedziałam, z torebki wyciągając prezent dla brunetki. 
-Dzięki.-posłała mi szeroki uśmiech. 
Usiadłam obok Paul'a, a O'Brein na przeciwko mnie. Cały czas czułam jego palący wzrok na mnie. Craven objął mnie ramieniem i pocałował w policzek. 
-Co tak długo kochanie?-zapytał.
-Emmm... Były korki.-palnęłam, a Rose posłała mi zdziwione spojrzenie. 
Wzruszyłam tylko ramionami. 
-Mam ochotę potańczyć.-powiedziałam.
-Więc chodź.-Dylan ochoczo wstał wyciągając w moim kierunku swoją dłoń.
Kiedy już miałam się zgodzić, Paul mi to uniemożliwił.
-Nie sądzę, żeby to był dobry pomył.-powiedział patrząc zabójczym wzrokiem na Dylan'a.
Znowu się zaczyna...
-Może pozwolisz decydować Alex samej o sobie?-zapytał O'Brien z ironią w głosie.
Paul gwałtownie wstał, przewracając przy okazji nasz stolik. Napoje, które na nim stały, wylądowały na sukience Rose. 
-Paul, uspokój się!-powiedziała upominając brata.
Obaj mierzyli się nienawistnymi spojrzeniami.
-Paul, proszę daj spokój.-powiedziałam, łapiąc blondyna za ramię.
-To niech on da spokój tobie!-powiedział twardo.
W jednej sekundzie pięść Dylan'a wylądowała na twarzy Paul'a. Zaczęli się szarpać i okładać pięściami.. Thomas próbował odciągnąć O'Breina od Paul'a, ale udało mu się to dopiero z pomocą ochroniarza. Z kącika ust bruneta kapała krew, tak samo jak z nosa brata Rose.
Stałam tam zszokowana. Dopiero głos Rose sprowadził mnie na ziemię.
-Alex, chcesz wyjść?-zapytała.
Pokiwała twierdząco głową i po chwili stałyśmy przed zatłoczonym klubem. Z moich oczu popłynęły łzy. Nie wiedziałam co robić. Przyjaciółka bez słów przytuliła mnie. 
-Rose... Co mam zrobić?-wychlipałam.-Całowałam się dzisiaj z Dylan'em.
Oczy Rose powiększyły swoje rozmiary, ale nic nie mówiła.
-Ja... Ja go chyba kocham. Ale twój brat...do niego też coś czuję.-przyznałam.-Co ty byś zrobiła?
-Nie mam zielonego pojęcia. Sama musisz podjąć taką decyzję. 
Nagle przy moim boku pojawił się Paul.
-Nic ci nie jest?-zapytał i przytulił mnie.-Czemu płaczesz?
-Paul, to nie jest najlepszy moment.-powiedziała Rose.-Lepiej wracaj do środka.
Craven spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, ale posłuchał swojej siostry. Po chwili znów byłyśmy same, nie liczący kilku pijanych ludzi, którzy siedzieli na murku, ale nie obchodzili mnie oni w tym momencie.
-Rose, ja wracam do LA.-powiedziałam roztrzęsiona.
-Co?
-Chce wrócić już. Teraz.
-Za 2 dni mamy samolot.
-Zapytam na lotnisku, może ktoś chce spędzić jeszcze 2 dni tutaj.
-Alex, to chyba nie jest dobry pomysł...
-Przepraszam, że zepsułam twoje urodziny.-powiedziałam.
Przyjaciółka otarła moje łzy.
-Nie zepsułaś. Nie martw się, wszystko będzie dobrze.-powiedziała i pocieszająco pogładziła mnie po ramieniu. 
-Kocham cię Rose.
-Kocham cię Alex.
Posłałam jej słaby uśmiech i odeszłam bez słowa.
W hotelu szybko zapakowałam swoje rzeczy i taksówką pojechałam na lotnisko. 



***


-Cześć.-powiedział Evan i mocno mnie przytulił. 
-Hej.
-I jak było? Czemu wróciłaś wcześniej?
-To długa historia. Porozmawiamy w samochodzie.
Brat zabrał moją walizkę i po chwili byliśmy w drodze do domu.
-Więc, co się stało? Pokłóciłaś się z Paul'em?
-Nie do końca...-westchnęłam.-W urodziny Rose szłam z Dylan'em do klubu. Dylan powiedział, że mnie kocha, a ja go pocałowałam. Później pobili się z Paul'em. Musiałam wrócić, żeby przemyśleć sobie wszystko od początku.
-Paul wie, że całowałaś się z Dylan'em?-zapytał po chwili ciszy.
-Nie.-zaprzeczyłam i westchnęłam
-Dylan ci się podoba?
-A jak myślisz?-zapytałam sarkastycznie.
Evan wzruszył ramionami i przez resztę drogi nic już nie mówił. Po niecałej godzinie, samochód zatrzymał się na podjeździe naszego domu.
-Alex...-Evan zaczął niepewnie.-Powinnaś coś wiedzieć...
-Co?
-Nasza rodzina, trochę się powiększy...
-Jak to?-zapytałam unosząc brwi w górę.
-Zobaczysz.-powiedział i wyszedł z samochodu. 
Poszłam w jego ślady i już po chwili ściągałam buty w korytarzu. Tęskniłam za domem, za Evan'em i rodzicami. Weszłam do salonu, gdzie na kanapie leżała mama. 
-Hej mamo!-zawołałam.
Rodzicielka obróciła się  moją stronę i szeroko uśmiechnęła. Powoli wstała z kanapy, a ja dopiero teraz zauważyłam jej duży brzuch. 
-Cześć kochanie.-powiedziała, podeszła do mnie i mocno uściskała. 
-Czemu mi nie powiedziałaś od razu?-zapytałam i przyłożyłam dłoń do jej brzucha. 
-A ty czemu nam nie powiedziałaś, że wracasz wcześniej?-zapytała pretensjonalnie. 
Wywróciłam oczami i jeszcze raz ją przytuliłam. Nagle do salonu wszedł Evan z moją walizką. 
-Przywiozłaś kamienie czy co?-zapytał z trudem łapiąc oddech. 
-Nie przeszkadzaj nam. Idź zanieść to do pokoju Alex.-powiedziała mama machając na niego ręką. 
Zachichotałam i usiadłyśmy na kanapie. 
-Opowiadaj jak było!-zażądała mama. 
-Dużo by tu mówić, ale było fajnie.-3 ostatnie słowa wymamrotałam, ledwo zrozumiałe. 
-Chcesz mi o czymś powiedzieć?-zapytała podejrzliwie.
Spuściłam głowę w dół, zastanawiając się, czy powiedzieć mojej matce o wszystkim. Może mi pomoże, doradzi?
-Hej, kochanie stało się coś? Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim.
Westchnęłam cicho i postanowiła jej opowiedzieć, o zdarzeniach z Londynu.
-Pocałowałam Dylan'a i coś do niego poczułam...-powiedziała cicho.-Na urodzinach Rose, Paul i Dylan pobili się. Jestem zła na Paul'a, bo Dylan to mój przyjaciel, a Craven nie potrafi tego zrozumieć. Co powinnam zrobić? Dać szansę mi i Dylan'owi?
-Musisz zrobić to, co podpowiada ci serce. Obaj są dobrymi chłopakami, mili i bardzo przystojni...
-Miałaś mi pomóc mamo, a nie jeszcze bardziej namieszać w głowie.-westchnęłam cicho.
Mama uśmiechnęła się blado.
-Musisz pomyśleć, z którym czujesz się lepiej.-powiedziała moja rodzicielka.
Pocałowała mnie w czoło i wyszła do kuchni.



***



Obudził mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Przetarłam oczy i wzięłam telefon do ręki. Na wyświetlaczu widniała wiadomość od Paul'a.




Od:Paul
Muszę z tobą porozmawiać. Możemy się spotkać?


Co prawda nie miałam ochoty wstawać z łóżka, a tym bardziej widzieć się z Paul'em albo O'Brienem, ale wysiliłam się i wystukałam odpowiedz.




Do: Paul
Przyjedź do mnie za godzinę.


Wygramoliłam się niechętnie z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam zęby. Włosy związałam w kitkę i owinięta w ręcznik, wróciłam do pokoju po coś do ubrania. Kiedy przekroczyłam próg łazienki, podskoczyłam wystraszona, widząc Paul'a siedzącego na moim łóżku.
-Um...hej.-powiedziałam speszona. 
-Cześć.-odpowiedział i blado się uśmiechnął. 
-Dasz mi minutę? Ubiorę się.
Blondyn pokiwał głową, a ja szybko wygrzebałam coś z szafy i wróciłam do łazienki, żeby się przebrać. Wróciłam do mojego pokoju, zastając Paul'a w takiej samej pozycji, jak wcześniej. Usiadłam obok niego.
-Więc, o czym chciałeś porozmawiać?-zapytałam niepewnie. 
-O nas.-powiedział i spojrzał w moje oczy.-Kochasz go, prawda?
Westchnęłam ciężko, szukając w głowie odpowiednich słów. Nie przyszło mi nic sensownego, więc pokiwałam głową.
-Chcę twojego szczęścia, ale pamiętaj, że zawsze będę coś do ciebie czuć.-powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Przepraszam Paul.-powiedziałam ledwo słyszalnie. 
-Wyjeżdżam na kilka miesięcy do Australii. Znalazłem tam dobrą pracę, więc nie będziemy się widzieć przez dłuższy czas.-powiedział i stał kierując się do wyjścia. 
-Paul...-powiedziałam, kiedy już miał wychodzić. 
Chłopak spojrzał przez ramię, a ja nie wiedziałam, co tak właściwie chciałam mu powiedzieć. 
-Napisz do mnie czasem.
-Napiszę, trzymaj się.-powiedział, posłał mi uśmiech i wyszedł zostawiając mnie samą. 
Czy to znaczy, że teraz mogę być z Dylan'em, nie raniąc nikogo? Mam prawo być szczęśliwa, a wiem, że przy O'Brienie będę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam śmiać sama do siebie. Nagle usłyszałam mój dzwoniący telefon. Sięgnęłam po niego na szafkę nocną i odebrałam połączenie od Rose. 
-Alex, mój brat już poszedł?-zapytała.
-Tak, tyle co wyszedł. Stało się coś?
-Rozmawiałam z Dylan'em...
-I?
-I twierdzi, że nie chce stawać ci na drodze do szczęścia, ale nie może patrzeć też na ciebie i mojego brata, więc stwierdził że...-urwała.
-Rose, cholera mów!-powiedziałam siadając prosto. 
-On chce wyjechać.
Westchnęłam ciężko i zaśmiałam się.
-Bawi cię to?-zapytała zdziwiona Rose.
-Zaraz się do niego przejdę.-powiedziałam i rozłączyłam się. 
Zbiegłam schodami na dół i wyszłam z domu, zamykając go na klucz. Po niecałych 20 minutach stałam już pod domem Dylan'a. Zapukałam, a drzwi otworzyła mi jego mama. 
-Alex!-na mój widok szeroko się uśmiechnęła.-Dawno cię u nas nie było.
-Dzień dobry. Tak, wiem. Jest Dylan?-zapytałam.
-Jest u siebie.-powiedziała i przepuściła mnie w drzwiach. 
Znając drogę do pokoju bruneta poszłam na górę. Drzwi do jego pokoju były uchylone. Stał do niech tyłem i pakował ubrania do dużej walizki. Obok siedziała jego siostra i składała jego koszulki. Uśmiechnęłam się na ich widok i weszłam do pokoju.
-Zamierzałeś wyjechać bez pożegnania?-zapytałam pretensjonalnie. 
Chłopak gwałtownie obrócił się w moją stronę. 
-Alex? Co ty tu robisz?-zapytał zmieszany. 
-Przyszłam się pożegnać z moim najlepszym przyjacielem, który nie raczył mnie powiadomić, że gdzieś się wybiera.-powiedziałam i podeszłam do niego.-Możemy pogadać?
-Kelly idź do swojego pokoju, przyjdę się z tobą pobawić później.-brunet zwrócił się do swojej siostry. 
-Obiecujesz?-zapytała mała. 
-Tak, obiecuję.
Kelly wyszła z pokoju, zostawiając mnie i Dylan'a samych. 
-Naprawdę masz zamiar wyjechać?-zapytałam siadając w jego dużym fotelu. 
-Nic mnie tu nie trzyma.-powiedział obojętnie. 
-Jak to nie? A rodzina, przyjaciele, ja?-zapytałam nerwowo zagryzając wargę. 
Chłopak spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem. 
-Ja i Paul to już skończony rozdział.-dodałam.
Wstałam z miejsca i podeszłam do O'Briena. 
-Też jesteś dla mnie cholernie ważny. Kocham twój uśmiech, oczy, usta...-moja wypowiedź została przerwana, przez wargi Dylan'a, które agresywnie naparły na moje. 
Chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Położyłam swoje dłonie, na jego klatce i lekko odepchnęłam go od siebie. Chłopak mruknął niezadowolony i powoli otworzył oczy.
-Obiecałeś swojej siostrze, że się z nią pobawisz.-powiedziałam starając się powstrzymać śmiech.
Dylan zrobił śmieszną minę i jeszcze raz chwytając mnie w pasie, przewiesił sobie moje ciało, przez ramię i ruszył do pokoju siostry. Prośby, wymachiwanie nogami i rękami nie pomogło w uwolnieniu mnie. 
-Patrz, co zjemy dzisiaj na kolację!-krzyknął Dylan, wchodząc do pokoju siostry. 
-Alex!-zapiszczała mała. 
Dylan położył mnie na podłodze i razem z Kelly zaczęli mnie łaskotać, a ja śmiałam się jak głupia. 
-Dobra, wystarczy!-powiedziałam ledwo łapiąc oddech. 
Dylan na szczęście postanowił dać mi już spokój. 
-Alex, pobawisz się z nami?-zapytała mała robiąc słodkie oczka. 
-No dobra.-zgodziłam się. 
-Zbudujemy namiot!-krzyknął Dylan.
Był jak małe dziecko. Ale to właśnie w nim lubię. Nie udaje nikogo, jest po prostu sobą - zabawnym, troskliwym, kochającym i seksownym człowiekiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i wspólnie zabraliśmy się za budowanie namiotu z krzeseł, prześcieradła i innych rzeczy. Po godzinie namiot był już gotowy. Położyliśmy się w nim w trójkę. Kelly chciała, żeby Dylan opowiedział jej jakąś bajkę. Po chwili dziewczynka zasnęła, a ja razem z nią.


***


Obudził mnie sms. Otworzyłam oczy i wygrzebałam swój telefon. Wyświetlacz pokazywał 23.45 i jedną nową wiadomość od Rose. Odblokowałam urządzenie jednym pociągnięciem palca i odczytałam wiadomość od Thomas'a.


Od:Thomas
Jestem z Rose w szpitalu.
Przyjedziesz?


Przez chwilę zastanawiałam się, co mogło się stać. 
-Co się stało?-zapytał ochrypłym, zaspanym głosem Dylan.
Pokazałam mu wiadomość od Thomas'a.
-Zawiozę cię.-powiedział i wstał.
Poszłam w jego ślady i już po kilku minutach siedzieliśmy w jego samochodzie. 



***


Tadam! Wiem, że się cieszycie, 
że Alex i Dylan są razem haha ❤
Też się cieszę. 
Następny rozdział pojawi się 20.12 (niedziela)
Wesołych Mikołajek i udanych prezentów!
BUŹKA DYLUŚKI! ❤❤❤




poniedziałek, 30 listopada 2015

Rozdział 20


Obudził mnie głośny krzyk. Zerwałam się szybko z łóżka i wyszłam na korytarz. Zaraz za mną Paul. Drzwi do pokoju Dylan'a były otwarte, a światło w środku świeciło się. Spojrzałam na Paul'a, a on pociągnął mnie w stronę pokoju bruneta. Zdziwił mnie ten gest i to, że interesuje go to, co dzieje się z O'Brienem. Przy łóżku bruneta klęczała Rose, która trzymała go za rękę, starając się go uspokoić. Thomas próbował unieruchomić miotające się ciało Dylan'a, który cały czas krzyczał. Podeszłam do nich szybkim krokiem i złapałam za drugą dłoń mojego przyjaciela. 
-Dylan! Obudź się!-prosiłam mocno ściskając jego dłoń.-Dylan!
Chłopak otworzył oczy i spojrzał na nas załzawionymi oczami. Oddychał szybko i płytko. Thomas puścił go i oparł głowę o ścianę. 
-Przepraszam.-Dylan cicho szepnął. 
-Zły sen?-zapytała Rose puszczając jego dłoń.
Ja nadal mocno trzymałam jego palce. Chłopak pokiwał twierdząco głową.
-Od śmierci mojego ojca zdarzają się coraz częściej.-powiedział i usiadł wyprostowany.-Przepraszam, wracajcie spać.
Rose spojrzała na Thomas'a. Oboje wstali i wrócili do swojego pokoju. 
-Na pewno wszystko w porządku?-zapytałam.
-Tak Alex. Idź już.-powiedział posyłając mi blady uśmiech. 
Wstałam z łóżka i razem z Paul'em, który przypatrywał się nam, wróciłam do naszej sypialni. 




***



Kiedy się obudziłam, zegarek wskazywał 14. Przetarłam zmęczone oczy i wygramoliłam się z łóżka. Paul jeszcze spał. Poszłam do łazienki, gdzie umyłam twarz i zęby. Włosy zaplotłam w kłosa i ubrałam się. Gotowa wyszłam z pokoju. Przy otwartym oknie w salonie stał Dylan. Podeszłam do niego i dopiero teraz zauważyłam, że chłopak pali papierosa.
-Nie wiedziałam, że palisz.-powiedziałam opierając się o parapet obok niego.
-Wielu rzeczy o mnie jeszcze nie wiesz...-powiedział z cwanym uśmieszkiem i lekko popchnął mnie swoim ciałem. 
Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Było tak, jak kiedyś. 
-Przepraszam, że nie dałem wam spać.-powiedział, a uśmiech zszedł z jego twarzy. 
-Nie masz za co...-powiedziałam i obróciłam się do niego bokiem. 
-Tu jesteś kochanie.-usłyszałam zaspany głos Cravena.
Blondyn podszedł do nas i pocałował mnie w czoło. Spojrzał dziwnym wzrokiem na Dylan'a. 
Jeśli mu powie coś obraźliwego, to go zabiję.-pomyślałam, w głowie wyobrażając sobie już przebieg naszej kłótni. Ale to co zrobił Paul, kompletnie mnie zaskoczyło. 
-Dobrze, że wróciłeś i nic ci nie jest.-powiedział i wyciągnął w jego kierunku dłoń. 
Dylan spojrzał podejrzliwie na Paul'a, ale przyjął jego gest. 
-Thomas mnie prosił, żebym jechał załatwić miejsca w jakimś klubie.-powiedział blondyn.
-A on gdzie jest?-zapytałam.
-Zabrał Rose do kina i na spacer. Mamy spotkać się dopiero wieczorem na miejscu. Wyślę ci nazwę sms'em.-powiedział i namiętnie mnie pocałował.-Do zobaczenia.
-Pa.-pomachałam mu.-Więc, wygląda na to, że zostaliśmy sami...
Na twarzy Dylan'a znów ukazał się jego seksowny uśmiech. 


~Rose~



Kiedy się obudziłam, pierwsze co zobaczyłam, to uśmiechnięta twarz Thomas'a.
-Wszystkiego najlepszego kochanie.-powiedział i pocałował mnie. 
Lekko przygryzł moją dolną wargę, a później zaczął ją ssać. Mruknęłam cicho z zadowolenia. Usta Thom'a przeszły na moją szyję. Czułam lekko piekące ślady na niej. 
-Jesteś głodna?-zapytał nagle odrywając się ode mnie. 
Pokiwałam twierdząco głową. Chłopak uśmiechnął się szeroko i kazał mi być gotów za pół godziny. Poszłam więc do łazienki, gdzie umyłam zęby, twarz i ubrałam się. Wyszłam z łazienki i skierowałam swoje kroki do kuchni, gdzie czekał już na mnie gotowy Thomas. Na mój widok uśmiechnął się.
-Wyglądasz ślicznie. Możemy iść?-zapytał.
-Tak, a gdzie idziemy?
-Zobaczysz.-powiedział i tajemniczo się uśmiechnął. 
Wyszliśmy z apartamentu i zjechaliśmy windą na dół. Tommy złapał mnie za dłoń i poprowadził do hotelowej restauracji. Zajęliśmy jeden wolny stolik dla dwóch osób. Niemal natychmiast obok nas zjawił się kelner. Złożyliśmy swoje zamówienia na obiad, a mężczyzna zniknął. 
-Mam dla ciebie 3 niespodzianki.-powiedział rudzielec.
Spojrzałam na niego z zainteresowaniem. Z kieszeni swoich spodni wyciągnął małe pudełeczko i podsunął mi je pod rękę. Z zaciekawieniem chwyciłam małe srebrne pudełeczko w dłonie. Odchyliłam wieczko, a moim oczom ukazała się śliczna bransoletka na rzemyku. Przyczepiona do niej była mała zawieszka w kształcie Big Bena. Prezent był przepiękny. 
-Z każdego miejsca, w jakim będziemy razem, będę ci kupować nową zawieszkę.-powiedział Thomas.
-Jest śliczna! Dziękuję.-powiedziałam i nachyliłam się, żeby dać mu buziaka, ale w tym samym momencie kelner przyniósł nasze zamówienia, życząc smacznego. 
-Sto lat.-powiedział Sangster i to on pocałował mnie. 
Po śniadaniu poszliśmy do kina. Film był mega romantyczny. W kinie były same zakochanie pary, które bardziej zajmowały się sobą niż filmem. Wyszliśmy z kina roześmiani. Na zewnątrz było już prawie ciemno.
-To jaka jest trzecia niespodzianka?-zapytałam.
-Jeszcze nie było drugiej.-powiedział Thom i uśmiechnął się, a następnie pocałował mnie w czoło. 
Szliśmy wolnym krokiem w nieznanym mi kierunku, aż w końcu znaleźliśmy się przed London Eye. Chłopak stanął i popatrzył w górę a później na mnie. 
-Nie masz lęku wysokości, prawda?-zapytał.
-Żartujesz?-powiedziałam, a moje oczy prawie wyszły z orbit.
Thomas pociągnął mnie w stronę kasy i kupił dwa bilety. Po chwili staliśmy już tylko we dwójkę w przeszklonym wagoniku. Z tej wysokości doskonale było widać uroki Londynu, oświetlone ulice i domy, Tamizę, mosty Westminister i Hungerford. 
Widok zapierał dech w piersiach. Obróciłam się w stronę Thomas'a i pocałowałam go.
-Dziękuje za wspaniałe urodziny!-powiedziałam.
-Cieszę się, że ci się podobało, ale to jeszcze nie koniec.-powiedział. 
Kiedy zjechaliśmy na dół, Tommy zamówił taksówkę. Droga była krótka, a samochód zatrzymał się przed jakimś klubem. Wyszliśmy z auta, a brązowooki zapłacił kierowcy. Weszliśmy do środka, gdzie kręciło się kilkanaście osób. Thomas prowadził mnie w głąb tańczącego tłumu. Kiedy już się z niego wydostaliśmy, weszliśmy schodami na górę. Na jednej z czarnych kanap siedział samotnie mój brat. Podeszliśmy do niego, a on poderwał się z miejsca i mocno mnie przytulił. 
-Wszystkiego najlepszego, siostra.-powiedział i podał mi duże pudełko, zapakowane w papier ozdobny.
-Dzięki, a gdzie Dylan i Alex?
-Są już w drodze.-odpowiedział mój brat i lekko się skrzywił.



~Alex~


Całe popołudnie minęło nam na oglądaniu ulubionego serialu O'Briena. Mieliśmy spotkać się w klubie o 20. Została nam jeszcze godzina czasu. Wykorzystałam ją na przygotowanie się. Dylan również. Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam je i zostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam delikatny makijaż i przebrałam się. Kiedy pakowałam do małej torebki portfel, telefon i inne potrzebne mi rzeczy, do mojego pokoju wszedł Dylan.
-Gotowa?-zapytał.
Pokiwałam twierdząco głową. Wyszliśmy z apartamentu zamykając go na klucz. Przez całą drogę Dylan szedł obok cicho. Przecież się pogodziliśmy, więc dlaczego się do mnie nie odzywa? Szedł zamyślony ze spuszczoną głową. 
-Dylan, stało się coś?-zapytałam ostrożnie.
Przez dłuższą chwilę brunet jeszcze nie odpowiadał.
-Wiem, że jesteś z Paul'em i jesteś szczęśliwa. Ale chcę, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie cholernie ważna. Kocham twój uśmiech, twoje oczy, usta, powietrze którym oddychasz, ziemia po której chodzisz... Nawet nie wiesz, jak bardzo staram się wybić cię z mojej głowy, ale nie potrafię. Alex, myślę o tobie cały czas, nic nie liczy się dla mnie tak bardzo jak ty... ja cie ko...-przerwałam jego wypowiedz, wpijając się w jego wargi. 



***


Sama nie wierze, że to nastąpiło tak szybko...
 ale w końcu Dylan i Alex pocałowali się.
Pewnie się cieszycie :)
Ale jestem zła na siebie, bo to
miało się zdarzyć trochę później, no 
ale trudno...
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. 
Dzisiaj andrzejki, dlatego życzę wam danych zabaw i wróżb!
Następny rozdział pojawi się już w Mikołajki, czyli 06.11 (niedziela)
Dziękuje za wyświetlenia i komentarze!


PS. rozdział pojawił się również na WATTPADZIE.







Miłego tygodnia!