czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział 24


Dylan popatrzył na mnie zdziwiony. 
-No co?-zapytałam unosząc brwi w górę.
-Nic.-wzruszył ramionami.
Podeszłam do niego wolnym krokiem, starając się być jak najbardziej seksowna. Zagryzłam dolną wargę. Sięgnęłam po końce koszulki bruneta i podniosłam je do góry. Ubranie rzuciłam gdzieś za siebie. Dylan chwycił mnie w talii i posadził na pralce gwałtownie całując moje usta. Lekko rozszerzyłam nogi, a brunet stanął między nimi. Kiedy on pozbywał się mojej bluzki i stanika, ja próbowałam ściągnąć jego spodnie. O'Brien zaczął całować moją szyję, schodząc coraz niżej. 
-Weźmiemy razem prysznic?-zapytałam cicho.
-Jasne.-zgodził się i dał mi szybkiego buziaka w usta. 
Zsunął spodenki z moich nóg razem z majtkami. Czułam, jak moje policzki zalewają się czerwienią. Jest pierwszym chłopakiem, który widzi mnie nago. Nerwowo zagryzłam wnętrze policzków i zeskoczyłam z pralki. Dylan ściągnął swoje bokserki, chwycił mnie za dłoń i oboje weszliśmy pod prysznic. Dokładnie zasunęłam drzwi od kabiny, a brunet puścił wodę. Pierwsze krople były zimne. Poczułam dreszcz przeszywający mój kręgosłup. Zaraz jednak zaczęła lecieć ciepła woda. Na klatce bruneta oparłam swoje czoło i lekko przygryzłam jego skórę. Nie wiem ile czasu minęło. Cały czas staliśmy w ciszy. 
-Chyba powinniśmy wracać do Rose.-szepnęłam cicho. 
Dylan zakręcił wodę i wyszliśmy. Dokładnie wytarliśmy swoje ciała i brunet ubrał swoją koszulkę i bokserki z powrotem. 
-Cholera, zostawiłam swoje ubrania w pokoju Rose.-powiedziałam i uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło.-Pójdę po nie.
Otuliłam swoje ciało ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Z pokoju mojej przyjaciółki dobiegał cichy szloch. Weszłam do pokoju i zobaczyłam Rose siedzącą na łóżku. W ręku trzymała zdjęcie zrobione nad morzem. Stała razem z Thomas'em na plaży i całowali się w świetle zachodzącego słońca. Zdjęcie było zrobione 3 lata temu. Wtedy Tommy, po 5 latach kolegowania się, wyznał Craven, że ją kocha. 
-Rose.-szepnęłam cicho podchodząc do niej.
Otarła szybko swoje łzy i spojrzała na mnie. 
-Jest mi ciężko.-powiedziała.
-Zadzwoń do niego.-zaproponowałam.
-Nie mogę. Jeszcze nie teraz.-powiedziała i cicho westchnęła.-A gdzie Dylan?
-W łazience.
-Braliście razem prysznic?
Pokiwałam głową na 'tak'. 
-Przyszłam po torbę. Zaraz wracam.-powiedziałam.
Wzięłam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Brunet stał oparty o framugę drzwi. Kiedy mnie zobaczył, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Posłałam mu smutne spojrzenie, a on zmarszczył brwi. 
-Stało się coś?-zapytał.
-Nieważne.-warknęłam przechodząc obok niego.
Byłam zła sama na siebie. Moja najlepsza przyjaciółka cierpiała, a ja nie wiedziałam jak mogę jej pomóc. Nie wiedziałam, co mogę dla niej zrobić. Rzuciłam torbę na podłogę i uklęknęłam przed nią. 
-Alex?-Dylan podszedł do mnie i usiadł obok nas.
-Jak mam jej pomóc?-zapytałam.
-Nie wiem.-powiedział po chwili i cicho westchnął. 
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło.
-Nie martw się. Wszystko się ułoży.-powiedział pocieszająco, dodając mi otuchy.-Kocham cię.
Zamiast odpowiedzieć mu 'ja ciebie też', lub coś podobnego, po prostu go pocałowałam. To był krótki pocałunek, ale namiętny. Wstałam i ubrałam swoją piżamę. Razem z Dylan'em poszliśmy do pokoju Rose. 
-Co chcecie robić teraz?-zapytała, próbując ukryć swój smutek. 
Oboje wzruszyliśmy ramionami. Szczerze, to miałam ochotę iść spać. Było po 2, a ja czułam ogromne zmęczenie. Ziewnęłam, zakrywając swoje usta ręką.
-Chcecie iść spać?-zapytała brunetka. 
Pokiwałam twierdząco głową. 
-Zaprowadzę was do pokoju gościnnego.-powiedziała i poprowadziła nas do pokoju obok.-Jest do waszej dyspozycji.
Mrugnęła do nas jednym okiem i wyszła. Od razu rzuciłam się na miękki materac i wtuliłam w kołdrę. O'Brien położył się obok mnie i przyciągnął do siebie. Pocałował mnie w czubek głowy.
-Jesteś taka seksowna.-mruknął i wsadził swoją rękę pod materiał mojej koszulki.-Chciałbym cię oglądać częściej nago.
Cieszę się, że brunet nie mógł wiedzieć mojej twarzy, przez panującą w pokoju ciemność. Moje policzki zapiekły ze zawstydzenia.
-Dobranoc.-szepnął do mojego ucha. 
-Dobranoc.-mruknęłam do jego ramienia. 
Zamknęłam oczy i niemal natychmiast zasnęłam.



***



Pierwsze co poczułam po przebudzeniu, to puste miejsce obok mnie. Niechętnie chyliłam powieki, żeby zobaczyć, gdzie jest brunet. Podniosłam głowę i zobaczyłam go, jak stoi przy otwartym oknie i pali papierosa. Podeszłam do niego po cichu i stanęłam obok niego. 
-Obudziłem cię?-zapytał spoglądając na mnie.
Pokiwałam przecząco głową. Oparłam łokcie na parapecie i oparłam głowę na dłoniach.
-Jak spałaś?
-Z tobą idealnie.-powiedziałam i posłałam mu lekki uśmiech.-A ty?
-Z tobą idealnie.
Zaśmiałam się i lekko go popchnęłam swoim ciałem.
-Jestem głodny, a Rose jeszcze śpi.-jęknął.
-Przebiorę się i zrobimy coś do jedzenia.-powiedziałam i z moją torbą zniknęłam za drzwiami łazienki. Rozczesałam szybko włosy i związałam je w kitkę. Umyłam twarz i pomalowałam się delikatnie. Na koniec ubrałam się i wyszłam z łazienki. Brunet obrócił się w moją stronę i podszedł do mnie wolnym krokiem. Chwycił mnie za dłoń i pociągnął za sobą. Zeszliśmy na dół do kuchni. 
-Na co masz ochotę?-zapytałam otwierając lodówkę.
-Na cokolwiek.-odparł i stanął za mną. 
Czułam jego krocze między swoimi pośladkami. Jego ciepły oddech na moim karku i dłonie na mojej talii. Obróciłam się do niego przodem i zaczęłam całować. Cicho jęknęłam, kiedy przygryzł moją wargę. 
-Takie rzeczy w mojej kuchni?-zapytała sarkastycznie Rose, zeskakując z ostatniego schodka. 
Przetarła swoje oczy i usiadła przy stole. Odepchnęłam lekko Dylan'a od siebie, który wcale nie przejął się obecnością Craven i całował moją szyję. 
-Chciałam zrobić coś do jedzenia.-powiedziałam. 
-Zamówimy pizze.-powiedziała Rose i sięgnęła po telefon.
Wyszła na chwilę z kuchni. Znów zostałam sama z O'Brienem. 
-Zostaniesz dzisiaj u mnie na noc?-zapytał robiąc słodką minkę.
Zagryzłam dolną wargę, starając się mu odmówić.
-Jutro pierwszy dzień szkoły.-przypomniałam mu. 
-I co? Podwiozę cię.
-Dylan...
-Proszę.-mruknął do mojego ucha. 
-Nie mogę, rodzice się nie zgodzą.
-Przekonam ich.
-O nie. Wolę, żebyś z nimi nie rozmawiał.-powiedziałam szybko i zacisnęłam pięści na jego koszulce.-Zostanę.
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Dał mi całusa w usta i usiadł na krześle, przyciągając mnie na swoje kolana. Rose wróciła do kuchni i usiadła obok nas.
-Mają 20 minut. Jeśli się nie wyrobią, mamy darmową pizze.-powiedziała ucieszona. 
Ręka Dylan'a znalazła się na moim udzie. Palcami zaczął kreślić jakieś kółka. 
-Co będziecie dzisiaj robić?-zapytał Rose.
-Alex zostaje u mnie na noc.-powiedział Dylan szczerząc swoje zęby. 
-Nie wszystkich ekscytuje ten fakt tak jak ciebie.-powiedziałam.
-Macie gumki, czy wam pożyczyć?
-Rose!-krzyknęłam i pokazałam jej język.
-No co? Seks to normalna, ludzka rzecz. Wiesz, kochanie, wcześniej czy później dojdzie do tego. Dylan chyba nie chce czekać wieczność.
-Na nią warto.-powiedział i przyciągnął mnie bliżej swojego torsu.
-Ha! Widzisz.
-Serio, Dylan?-zapytał brunetka unosząc brwi w górę.
-Dobra, przestańcie. Ta rozmowa zmierza na niebezpieczne tory.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-No nie, zdążyli.-mruknęła Rose i wstała z miejsca. 
Poszła do korytarza i po chwili wróciła z jeszcze ciepłą pizzą. Zjedliśmy po 2 kawałki i zaczęliśmy zbierać tyłki do domu. Poszłam po swoją torbę na górę i po kilku minutach siedziałam z O'Brienem w samochodzie. 
-Jedziemy prosto do mnie, czy chcesz coś zabrać z domu?-zapytał brunet. 
-Muszę powiedzieć rodzicom, że nie będzie mnie w domu na noc i zabrać kilka rzeczy z domu.
-Dobra.
Po chwili auto Dylan'a zatrzymało się pod moim domem. Wyszliśmy z niego i weszliśmy do domu.
-Jestem!-krzyknęłam głośno. 
Zaraz w korytarzu pojawiła się mama z tatą. 
-Cześć Dylan.-powiedziała mama i posłała mu szeroki uśmiech.
-Dzień dobry.-odparł.
-Wpadłam tylko na chwilę. Dzisiaj też nie będzie mnie na noc w domu.-powiedziałam szybko, chcąc mieć to już za sobą.
-Co? A gdzie masz zamiar dzisiaj spać?-zapytał tata.-Jutro szkoła. Nie ma mowy!
-Będę spać u Rose. A jutro rano razem pojedziemy do szkoły.
-Alex, tata ma rację, to zły pomysł.
-A on skąd się tu wziął?-zapytał ojciec, wskazując na O'Briena.
-Z Nowego Jorku, proszę pana.-powiedział brunet.
-Zamknij się.-warknęłam na niego.-Przejeżdżał akurat koło domu Rose i mnie zgarnął. Nie chciałam fatygować ciebie. 
-Jasne.-mruknęli oboje niedowierzająco. 
-Okej, wiecie co, jestem już prawie dorosła i mogę decydować o sobie. Zostaję dzisiaj na noc u Dylan'a!-krzyknęłam.
Mama i tata spojrzeli na mnie spod uniesionych brwi, a Dylan zachichotał. Czy ja powiedziałam 'Dylan'a?'
-Kurde, to znaczy Rose.-powiedziałam.-Nie ważne, no!
Przeszłam obok nich i wspięłam się schodami na górę. Szybko spakowałam do torby czystą bieliznę, szczoteczkę do zębów i telefon. Czy ja właśnie zostawiłam O'Briena samego z moimi rodzicami? 
-O nie.-jęknęłam do siebie. 
Wybiegłam z pokoju i przeskakując co 2 stopień, szybko znalazłam się na dole. 
-Czy zamierzasz uprawiać dzisiaj seks z moją córką?-usłyszałam pytanie od mojego taty. 
Co oni dzisiaj wszyscy tak o tym seksie?
-Zależy jak sprawy się potoczą.-odparł beztrosko O'Brien. 
Co on właśnie powiedział?! Zabiję go!
-Jestem!-wysapałam zatrzymując się przed rodzicami. 
Brunet objął mnie ramieniem.
-Gotowa? W takim razie miłego dnia życzę państwu.-powiedział Dylan i wyszliśmy, zostawiając moich rodziców z szokiem wymalowanym na twarzy.
-Jesteś idiotą.-powiedziałam, kiedy wsiadaliśmy do samochodu.
-Ale twoim.
-Nie długo, bo pewnie jutro mnie, albo ciebie zabiją moi rodzice.-powiedziałam.
-Obronię cię.
-Taaa, a kto obroni ciebie geniuszu?-zapytałam sarkastycznie.
-Umiem zadbać o siebie.-uśmiechnął się.
-Mam nadzieję, że umiesz też szybko uciekać.
-Umiem, ale nie muszę uciekać, bo samochód.-odparł dumnie klepiąc kierownicę swojego pojazdu. 
Wywróciłam oczami i wyskoczyłam z wozu, kiedy zatrzymał się przed domem chłopaka. Od razu po wejściu do domu, skoczył na mnie Diego. Wesoło zamerdał ogonem i polizał mój policzek. 
-Ej, to moja dziewczyna!-krzyknął Dylan odganiając psa. 
-Jesteś głupi, wiesz?-zapytałam sarkastycznie.
-Cokolwiek. Ale ty jesteś moja.-mruknął i polizał mój drugi policzek. 
-Ugh... A ty wciąż głupi.
W korytarzu pojawiła się Kelly.
-Alex!-krzyknęła i przytuliła mnie. 
-A za bratem to nie tęskniłaś?-zapytał Dylan.
-Nie. Było fajnie bez ciebie. Przyszły do mnie koleżanki, a ty nam nie przeszkadzałeś. I nie podrywałeś ich!-powiedziała mała.
-Podrywasz koleżanki Kelly? Chyba z tobą zerwę.-powiedziałam mrużąc oczy.
-Taka z ciebie siostra?-zapytał brunet i udał obrażonego.-Już nigdy więcej się z tobą nie pobawię.
-O nie Alex, nie zrywaj z nim!-pisnęła mała.-Kto będzie nam przynosić naleśniki, kiedy nie ma nic do jedzenia.
-Nie martw się Kell, znajdę ładniejszą i lepiej gotującą.-powiedział i pokazał mi język.
-Serio? A ja przystojniejszego i lepiej całującego!-odgryzłam mu się. 
-Nie ma takich.-prychnął i poszedł do kuchni. 
-Są.-przytaknęła mi mała.
-Wiem.-zachichotałam i odłożyłam ją na ziemię.
-Pobawisz się ze mną?-zapytała.
-A w co?
-Poukładamy puzzle?
-No dobra.-zgodziłam się i poszłyśmy do jej pokoju. 
Mała wyciągnęła jakieś puzzle z małym kotkiem i pieskiem i zaczęłyśmy je układać. 
-A co słychać w królestwie Alex?-zapytałam.
-Aktualnie trochę się posprzeczała z księciem, ale mam nadzieję, że się pogodzą.-powiedziała słodko.
Zachichotałam.
-Pokłócili się z winy księcia, czy z winy księżniczki?
-To chyba jasne, że z winy księżniczki?-usłyszałam sarkastyczny głos bruneta za plecami. 
-Ej, nie masz wstępu do mojego pokoju!-krzyknęła Kelly rzuciła w niego jakimś misiem. 
-Ja nie mam wstępu? Ona też nie powinna mieć!-powiedział oburzony Dylan i pokazał na mnie palcem.
-Ona robi dobre naleśniki, a ty nie.-powiedziała jego siostra broniąc mnie.
-O nie! Tak nie będzie!-O'Brien krzyknął i szybko podszedł do małej.
Zaczął ją łaskotać, a ona śmiała się i krzyczała. 
-Proszę Alex, pomóż mi.-powiedziała.
Zaczęłam odciągać od niej bruneta, ale nie miałam tyle siły co on. W końcu wskoczyłam mu na plecy i ugryzłam ucho. Złapał mnie za nadgarstki i pociągnął tak, że wylądowałam obok Kell na podłodze. Zaczął gilgotać nas obie. Wywijałam nogami jak szalona, próbując obronić się jakoś przed brunetem.
-No dobra, możesz się bawić z nami!-krzyknęła mała, między atakami śmiechu.-Ja się poddaję. 
Dylan przestał i uśmiechnął się zwycięsko. 
-Chciałabym mieć normalnego chłopaka.-mruknęłam.
-No przecież masz.
-Normalnego, Dylan.-powiedziałam, kładąc nacisk, na 'normalnego'. 
-Racja, jestem za ładny dla ciebie.-powiedział. 
Zaśmiałam się i uderzyłam go pięścią w ramię. 
-Pomożesz nam układać puzzle?-zapytała Kelly.
-No dobra. 
Usiedliśmy w trójkę na podłodze i zaczęliśmy układać obrazek. Dylan co chwilę podbierał nam kawałki układanki, po które sięgałyśmy z Kell. Nawet nie spostrzegliśmy się kiedy, a obrazek był już cały. Na dworze zaczęło się już ściemniać. Nagle do pokoju weszła Phobe. 
-Hej, nie jesteście może głodni? Zrobiłam kanapki.-powiedziała uśmiechając się szeroko. 
-Tak!-krzyknął O'Brien.-Jezu, umieram z głodu! 
Wstał i szybko pobiegł do kuchni. 
-Patrz mamo! Ułożyliśmy całe puzzle.-powiedziała Kelly dumnie. 
-Wiedzę. Lećcie, bo Dylan zaraz wszystko wam zje.-powiedziała. 
Poszłyśmy do kuchni. Dylan siedział już przy stole i zajadał się kanapkami. Usiadłam obok niego i wzięłam jedną.
-Kochanie, lecę do pracy.-powiedziała jego mama.-Wrócę jutro przed południem. 
Pocałowała Kelly w czubek głowy, Dylan'a i mnie. Wyszła machając nam na pożegnanie. 



***


Leżeliśmy z Dylan'em w łóżku oglądając jakiś horror. Co chwilę zasłaniałam sobie oczy ręką, lub wtulałam w ramię bruneta, żeby nic nie widzieć. Kelly już dawno spała. 
-Wyłącz to.-jęknęłam, kiedy blondynkę gonił psychopatyczny klaun morderca z nożem.
W końcu ją dopadł i zadźgał. Krew rozlała się po całym ekranie, a mnie ogarnęło obrzydzenie. 
-Blah...-mruknęłam.
Dylan zachichotał i położył się do mnie bokiem. Spojrzał prosto w moje oczy i pocałował delikatnie moje usta. Brunet włożył swoje zimne ręce pod moją koszulkę. Zadrżałam. Jedna z jego dłoni rysowała jakieś wzory na moim brzuchu, druga ujęła moją pierś. Ściągnęłam jego bluzkę, przerywając nasz pocałunek. Usiadłam na nim okrakiem i posłałam mu figlarny uśmiech. 
-O, zaraz go zabije!-zawołał zadowolony brunet, zrzucając mnie z siebie i powracając do oglądania. 
-Ale z ciebie dupek.-warknęłam i obróciłam się do niego plecami. Po chwili znów poczułam te chude, zimne palce na moim ciele. O'Brien pocałował moje ucho lekko przygryzając jego płatek. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nagle do pokoju weszła zapłakana Kelly. Trzymała w rączkach małego misia, mocno go do siebie przytulając. Dylan odskoczył ode mnie jak poparzony i wyłączył telewizor. 
-Co się stało?-zapytał opiekuńczo.
Wstał i podszedł do swojej siostry, biorąc ją na ręce. 
-Miałam zły sen. Śniło mi się, że wszyscy umarliście, a ja zostałam sama.-powiedziała pociągając noskiem. 
-Kochanie, to tylko sen. Chcesz spać z nami?-zapytał opiekuńczo przytulając ją do swojej piersi. 
-A Alex się zgadza?-zapytała.
-Jasne.-odparłam, uśmiechając się delikatnie. 
Brunet zgasił światło i oświecił małą, nocną lampkę. Położył się i Kelly na łóżku. Mała leżała na środku, cały czas przytulając się do nagiego torsu O'Briena. 
-Opowiecie mi jakąś bajkę?-zapytała Kell. 
-Okej, Alex zacznij.-powiedział brunet, kiedy prawie już zasypiałam. 
-Grace kończyła właśnie bawić się lalkami, kiedy jej mama kazała już położyć się spać. Dziewczynka nie była zadowolona z tego, ale posłuchała mamę. Mama Grace ucałowała ją na dobranoc i wyszła z pokoju gasząc światło. Pomimo zgaszonej lampki, w pokoju nie było ciemno. Przez okno, obok łóżka wpadał jasny promień księżyca w pełni. Pomimo senności dziewczyna wyjrzała przez okno. Noc była niesamowita. Niebo usiane tysiącem, wesoło migoczących gwiazd...-przerwałam swoją opowieść, widząc, że Kelly już zasnęła. 
Dylan tak samo. Oboje wyglądali podobnie - spali z lekko uchylonymi ustami, ich włosy były rozczochrane na wszystkie strony, a palce mocno zaciśnięte na materiale kołdry. Uśmiechnęłam się pod nosem i zamknęłam oczy, starając się zasnąć. 



***


Obudziłam się, przecierając swoje zaspane oczy. Moja głowa spoczywała na brzuchu Dylan'a, a ciało dziwnie wygięte. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 7.50. O cholera! Zerwałam się szybko z łóżka i dopadłam swojej torby. Wygrzebałam z niej szybko swoje ubrania i zaczęłam się w nie ubierać. 
-Dylan!-krzyknęłam. 
Chłopak podskoczył wystraszony i spojrzał na mnie zdziwiony. 
-Zaraz się spóźnię do szkoły! Gdzie tak w ogóle jest Kelly?-zapytałam zatrzymując się na chwilę. 
-Mama zabrała ją nad ranem do siebie.-powiedział i wstał z łóżka.-Zawiozę cię, tylko się ubiorę. 
-Co? Nie, nie ma czasu!-krzyknęłam i chwyciłam go za nadgarstki. 
-Ale jestem prawie nago!
-Nie prawda, masz spodnie. 
-Jesteś szalona.-mruknął. 
Zabrał szybko kluczyki od samochodu i wybiegliśmy na zewnątrz. Po 10 minutach byliśmy na miejscu. 
-Dzięki, kocham.-powiedziałam, dałam mu szybkiego buziaka w policzek i wyskoczyłam z samochodu. 
Jak najszybciej pobiegłam do sali gimnastycznej, gdzie trwało już przemówienie dyrektora. Wzrokiem odnalazłam Rose i podeszłam do niej. Nauczyciele obrzucali mnie nagannymi spojrzeniami. Przełknęłam nerwowo ślinę, w końcu stając obok Rose. 
-Co tak długo?-zapytała półszeptem. 
-Zaspałam.-powiedziałam i wywróciłam oczami. 
-Witajcie po wakacjach!-krzyknął dyrektor zbyt entuzjastycznie.-Mamy nadzieję, że kolejny rok nauki w naszej szkole dostarczy wam dużo wiedzy...
Poczułam wibracje telefonu w mojej kieszeni. Wciągnęłam go i dyskretnie sprawdziłam wiadomość od Dylan'a.



Od:Dylan
Wybiegłaś tak szybko, że nie zdążyłem zapytać, 
czy przyjechać potem po ciebie?


Do:Dylan
Nie, przejdę się z Rose. Zadzwonię do ciebie 
później. Kocham. 


Szybko schowałam urządzenie z powrotem do kieszeni i starałam się wsłuchać w to, co mówi dyrektor. Po wszystkim rozeszliśmy się do klas, gdzie dostaliśmy plany lekcji. 
-Wiem, że to dopiero pierwszy dzień szkoły, ale proszę, żebyście na juto, w parach przygotowali prezentację z biologi, na temat rozmnażania się zwierząt.-powiedziała nasza wychowawczyni.
Wszyscy jęknęli niezadowoleni. Czy ta kobieta postradała zmysły? Na jutro? Pani Black podała nam jeszcze kilka spraw organizacyjnych i mogliśmy wracać do domów.
-Będziesz się widziała w piątek z Thomas'em, prawda?-zapytała Rose.
Pokiwałam twierdząco głową. 
-Mam mu coś przekazać?-zapytałam.
-Nie, nie.-zaprzeczyła szybko. 
-Masz może ochotę do mnie dzisiaj wpaść?
-Niestety obiecałam już mamie, że pomogę jej w jesiennych porządkach.-mruknęła niezadowolona.
-A co z tą prezentacją?-zapytałam. 
-Nie martw się. Znajdę coś na internecie i pobiorę.
-Ja to zrobię, a ty pomagaj mamie.-posłałam jej lekki uśmiech i pożegnałam się wchodząc do domu. 
Nikogo nie było. Zrobiłam sobie coś do jedzenia i poszłam na górę. Wzięłam laptopa na kolana i w internecie zaczęłam szukać prezentacji na zadany temat z biologi. Czas zleciał mi bardzo szybko i nawet nie zauważyłam, że na dworze jest już ciemno. Do mojego pokoju weszła mama. 
-I jak ci minął dzień?-zapytała siadając na łóżku.
-Dobrze.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-A noc z Dylan'em?
-Też dobrze. Bawiliśmy się z jego siostrą.-powiedziałam znacząco.
-To dobrze.-powiedziała i się uśmiechnęła.-Jesteś głodna?
-Nie, wezmę prysznic i idę spać. 
-W takim razie dobranoc.-powiedziała i wyszła. 
Szybko zgrałam prezentację na pendriva i wyłączyłam komputer. Poszłam wziąć szybki prysznic i położyłam się do łóżka. 


***


Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. I dziękuje za oddanie głosy
w ankiecie. Zaczęłam już pisać drugie opowiadanie i mam
gotowych kilka rozdziałów. Następny rozdział pojawi się 23.01.
Mam nadzieję, że dobrze bawiliście się w sylwestra!




czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 23


Po lodach Dylan zabrał swoją siostrę na plac zabaw. Kelly pobiegła bawić się z innymi dziećmi, a ja i O'Brien usiedliśmy na huśtawce.
-Zostaniesz dzisiaj u mnie na noc?-zapytałam  Dylan'a, robiąc słodką minkę.
-To zależy, co będziemy robić.-powiedział i poruszył sugestywnie brwiami.
-Zboczeniec.-mruknęłam.
Po chwili obok nas znalazła się Kelly, prowadząc za sobą jakiegoś psa.
-Dylan, patrz, znalazłam pieska. Możemy go wziąć?-zapytała robiąc maślane oczka.
Piesek był średniej wielkości, biały, ze słodkim pyszczkiem.
-Wiesz, że mama się nie zgodzi.-powiedział Dylan.
-Proszę. Będę o niego dbała i wyprowadzała. Przysięgam.
-No dobra.-Dylan westchnął przeciągle i wstał z miejsca. Przykucnął przy psie i podrapał go za uchem.
-Jak chcesz go nazwać?-zapytałam, uśmiechając się do dziewczynki.
-Diego!-zadecydowała szybko.
-Wracajmy do domu.-powiedział i poszliśmy do samochodu.
Po drodze wjechaliśmy do sklepu, po coś do jedzenia dla nas i dla Diego. W domu byliśmy wieczorem. Dylan i Kelly poszli wykąpać psa, a ja zrobiłam spaghetti. Kiedy zaczęłam nakładać je na talerze, w kuchni pojawiła się mama Dylan'a.
-Jestem już w domu kochanie. Możesz już lecieć do Alex.-powiedziała, nie podnosząc głowy znad jakiś papierów.
-Dzień doby.-powiedziałam zwracając na siebie jej uwagę.
-Oh, Alex. Nie wiedziałam, że to ty. A gdzie zniknął Dyl i Kelly?-zapytała.
-Są na górze, zaraz powinni zejść. Jest pani głodna?
-Umieram z głodu.-odparła i uśmiechnęła się.-Zrobiłaś spaghetti? Alex, jesteś aniołem.
Nałożyłam makaron na jeszcze jeden talerz i rozstawiłam je na stole.
-Diego! Zaczekaj!-Kelly krzyknęła zbiegając po schodach.
Po chwili do kuchni wparował Diego, cały mokry. Stanął na środku kuchni i otrzepał swoją sierść z wody.
-Boże, co ta za pies?-zapytała mama Dylan'a.
Zaraz po psie, w kuchni pojawili się Dylan i Kelly. Brunet był cały mokry. Z jego ubrań kapała woda.
-Ty kąpałeś psa, czy pies ciebie?-zapytałam sarkastycznie.
-Cześć mamo.-powiedział i spojrzał na mnie panicznym wzrokiem.
Ledwo mogłam powstrzymać śmiech.
-Dylan, wykończysz mnie kiedyś. Skąd masz tego psa?-zapytała Phobe.
-Kelly znalazła na placu zabaw. Wiesz, że zawsze marzyła o psie. Pomyślałem, że nie będziesz miała nic przeciwko.
Szatynka spojrzała najpierw na psa, który właśnie targał dywan.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł. Prawie nigdy nie ma mnie w domu. Kto będzie dawał mu jeść?
-Ja, obiecuje.-powiedziała Kelly wspinając się na kolana mamy.
-No dobrze.-Phobe westchnęła przeciągle.



***


-Zostań na noc.-Dylan mruknął błagalnie do mojego ucha, wtulając się w moją szyję. 
-Innym razem.-odpowiedziałam niechętnie. 
Leżeliśmy na jego łóżku i słuchaliśmy muzyki. 
-Jest jakiś sposób, żeby cię przekonać?
-Może...-uśmiechnęła się pod nosem. 
Jego usta znalazły się na mojej szyi. Przejechał językiem po mojej skórze, a potem zaczął ją lekko ssać. Jęknęłam 
-Już wiem, gdzie chcę cię zabrać.-powiedział i wstał. 
-Co? Ale teraz? Jest już po 22.
-Teraz.-przytaknął. 
-Uhg...
Podniosłam swoje ciało z wygodnego łóżka bruneta i poszłam za nim. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do czarnego samochodu Dyl'a. Nie zwracałam uwagi na drogę, więc O'Brien mógł mnie nawet wywieźć do lasu, a ja bym się nie zorientowała, co też uczynił. Zatrzymał auto gdzieś w środku lasu. 
-Chyba nie zamierzasz mnie tu zostawić, co?
-To zależy...-uśmiechnął się tajemniczo i wysiadł z pojazdu. 
Po chwili szliśmy wolnym krokiem przez las. 
-Co ty kombinujesz?-zapytałam.
-Spodoba ci się.-powiedział i pocałował mnie w czoło. 
Drzewa zaczęły się przerzedzać, ukazując ogromną polanę, która kończyła się ogromną przepaścią. Dokładnie w to samo miejsce, kilka tygodni temu zabrał mnie Paul. Prawie wszystko wyglądało, tak jak wtedy - fioletowe kwiaty, księżyc, romantyczna atmosfera. Chwyciłam dłoń Dylan'a, splatając nasze palce razem. 
-Jeszcze nikomu nie pokazywałem tego miejsca.-przyznał. 
Dokładnie to samo powiedział mi brat Rose. Uśmiechnęłam się pod nosem i pocałowałam bruneta. Kiedy odsunęłam się od niego, chłopak spojrzał prosto w moje oczy.
-Jeśli zawsze będziesz tak reagować, to będziemy tu przyjeżdżać codziennie.-powiedział. 
-Kocham cię.-szepnęłam.
Oczy bruneta zaświeciły się wesoło, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Uświadomiłam sobie, że powiedziałam mu to pierwszy raz.
-Też cię kocham.



***


-A wiesz może, co słychać u Thomas'a?-zapytała Rose.
-Nie. Miałam się z nim spotkać w piątek.-powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
Dziś sobota, a ja obiecałam Craven, że zostanę u niej na noc. Siedziałyśmy właśnie u niej pokoju i malowałyśmy paznokcie. 
-Tęsknisz za nim?-zapytałam. 
-Chciałabym, do niego zadzwonić, usłyszeć jego głos, wiedzieć, że wszystko u niego w porządku, ale wiem też, że jak tylko go zobaczę albo usłyszę, to powróci cały ból, wspomnienia z tamtej nocy...
Spojrzałam na nią współczująco. 
-Na pewno wszystko z nim dobrze.-powiedziała i posłałam jej pokrzepiający uśmiech. 
-A jak z tobą i Dylan'em?-zapytała brunetka.
-Dobrze.-powiedziała i uśmiechnęłam się sama do siebie.-Zabrał mnie na nasza pierwszą randkę dokładnie co samo miejsc co Paul.
-I co? Skończyło się na seksie?-zapytała poruszając zabawnie brwiami.
-Nie.-zaprzeczyłam.
-Jasne... Przecież mi możesz powiedzieć prawdę.
-Rose, to jest prawda. 
-Dobra cnotko.-powiedziała i wywróciła oczami. 
Usłyszałam swój telefon, który oznajmił, że dostałam wiadomość. Wyciągnęłam po niego rękę na szafkę nocną, ale Rose była szybsza... Chwyciła go w swoje dłonie i śmiesznym głosem zaczęła czytać wiadomość od Dylan'a.
-Tęsknie. Co robicie? Nie potrzebujecie rozrywki?
-Oddaj.-poprosiłam.
-Napiszę mu, żeby przyszedł.-powiedziała i zaczęła wystukiwać odpowiedź.
Wywróciłam oczami i położyłam się na łóżku.
-Może tak napisałabyś do swojego chłopaka, hmmm?-zapytałam sarkastycznie.
-Dylan to głupek, nie wiem jak z nim wytrzymujesz.-powiedziała i dala mi telefon.-Czytaj.
-Przyjdź, pod warunkiem, że będziemy uprawiać seks.-przeczytałam głośno, wiadomość, którą Rose wysłała w moim imieniu.-Jezu, Alex kocham cię. Jesteś idealna. Zaraz będę.
-Łatwo się napala.-brunetka zachichotała.
-Co ty masz w tej chorej głowie?-powiedziałam ze sarkazmem.
-Nie chcesz wiedzieć.-mruknęła z rozbawieniem.
Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
-Szybki jest.-powiedziała Craven.-Idź mu otworzyć, a ja zejdę po jakieś żarcie.
Wstałyśmy ze swoich miejsc i Rose poszła do kuchni, a ja do korytarza. Otworzyłam drzwi, w których stał od ucha do ucha uśmiechnięty brunet. Od razu gdy mnie zobaczył, agresywnie naparł swoimi wargami na moje.
-Rose nie ma?-zapytał odrywając się ode mnie.
-Jest i to ona z tobą pisała.-powiedziałam, a widząc dziwny wyraz twarzy O'Briena wybuchłam śmiechem.
-Umówiłem się na seks z Rose.-zapytał niedowierzająco.
Zachichotałam i poczochrałam jego włosy.
-Jesteś mój, nie oddam cię.
Chłopak odetchną z ulgą.
-Dzięki O'Brien.-powiedziała Rose wychodząc z kuchni niosąc ze sobą dużo jedzenia.-Nie wiesz, co tracisz.
-Wiem, tracę możliwość zarażeniem się HIV'em.-powiedział i przytulił ją.-Dobrze cię widzieć.
-Ciebie też. Chodźcie na górę.
Weszliśmy do pokoju Rose, a Dylan od razu rzucił się na łóżko Craven. Usiadłam obok niego, wtulając się w jego silne ramiona.
-Oglądamy coś?-zapytała brunetka.
Pokiwaliśmy zgodnie głowami, a Rose włączyła 'Zmierzch'. Usiadła obok mnie biorąc paczkę żelków. Jakoś w połowie filmu, Dylan zasnął. A kiedy film skończył się, szturchnęłam go łokciem.
-MMM, super film. Serio fajny.-mruknął zaspany.
-Serio? A co ci się podobało najbardziej?-zapytałam.
-No wiesz, każda scena była idealnie dopracowana i ten, no...-zaczął się jakąś.-Fabuła dobra i takie tam.
-A jak nazywał się główny bohater?-zapytała Rose.
Dylan zagryzł nerwowo wargę.
-Emmm... Miguel.
Obie wybuchłyśmy głośnym śmiechem, a O'Brien zrobił obrażoną minę.
-Lepsze to, niż Edward z tego głupiego filmu o wampirach.-mruknął, a my zaczęłyśmy się śmiać jeszcze bardziej.
-Chcecie wziąć wspólny prysznic?-zapytała Craven.
Dylan spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem. 
-Tak!-powiedział energicznie kiwając głową. 
-Chciałbyś...-powiedziałam.
Chłopak wstał i podciągnął mnie do góry. Mimowolnie wstałam, a Dylan złapał mnie w pasie i przewiesił sobie prze ramię. 
-Gdzie jest łazienka?-zapytał.
-Obok.-powiedziała Rose.
Pokazałam jej środkowy palec, a brunet ruszył do łazienki. Odłożył mnie na ziemię i dokładnie zamknął za nami drzwi. Na jego twarzy widniał łobuzerski uśmiech. 
-To się dzieje wbrew mojej woli. Zacznę krzyczeć.-powiedziałam ostrzegawczo. 
Dylan pokręcił głową z rozbawieniem. 
-No dobra...-mruknęłam.-Rozbieraj się.



***

Dzisiaj są święta, więc chcę wam życzyć zdrowia, pogody ducha, 
udanych prezentów pod choinką
(Dylana!!!),
miłych chwil spędzonych w gronie rodziny i przyjaciół, zadowolenia z 
życia, dużo fory i osiągnięcia wymarzonych celi. 
Kocham ❤❤❤


Ps. przepraszam, że taki krótki, ale przygotowania na święta, sami rozumiecie...
Następny rozdział pojawi się 07.01.2016!!!

BAE.

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 22


Po krótkiej drodze znaleźliśmy się w szpitalu. Szybkim krokiem udaliśmy się na recepcję. Na krześle siedziała wysoka, opalona czarnowłosa dziewczyna. 
-Przepraszam.-powiedziałam, próbując zwrócić na siebie jej uwagę. 
Kobieta podniosła na mnie znudzony wzrok znad telefonu. 
-Przywieziono tu dziewczynę, Rose Craven. Gdzie ją znajdę?-zapytałam drżącym z nerwów głosem. 
-Jesteś z rodziny?-zapytała od niechcenia. 
-Nie, jestem jej przyjaciółką.
-Przykro mi, ale nie mogę cię wpuścić. Tylko rodzina.-powiedziała i wróciła do swojej wcześniejszej czynności. 
-Jestem jej bratem.-powiedział Dylan.
Dziewczyna spojrzała na niego i od razu się ożywiła. Wyprostowała się i odłożyła telefon na biurko. 
-Oh, na pewno? Może zrobię ci szybkie sprawdzenie DNA?-zapytała i zagryzła wargę. 
Czułam jak wzbiera we mnie złość. Zacisnęłam mocno szczękę, powstrzymując się od przywalenia tej babie.
-Sami ją znajdziemy!-warknął O'Brien. 
Chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę windy. Dylan zadzwonił do Thomas'a, zapytać się na którym piętrze są, a po chwili byliśmy już na 3 piętrze. Z nerwów trzęsły mi się ręce. Martwiłam się o moją przyjaciółkę. 
-Nie denerwuj się tak, na pewno nic jej nie jest.-powiedział pocieszająco Dylan. 
Objął mnie w psie i poprowadził w stronę rodziny Craven. Jej rodzice siedzieli na krzesełkach ze spuszczonymi głowami, Paul stał oparty o ścianę, a Thomas kręcił się nerwowo po korytarzu. 
-Co z nią?-zapytałam, nie kierując tego pytania, do nikogo szczególnego. 
Matka Rose podniosła na mnie swoje załzawione oczy. 
-Poroniła.-powiedziała, a moje serce zaczęło bić szybciej. 



~Rose~


Siedziałam na łóżku szpitalnym, tępo wpatrując się w ścianę przede mną. Obok, na krześle siedziała kobieta, która była psychologiem. Miałam  dupie to, co mówi. To były tylko puste słowa wyprane z emocji. Ja i tak wiedziałam, że nie zależy jej na tym, abym po rozmowie z nią poczuła się lepiej. To tylko jej praca i nic więcej. Nikt nie wie jak czuję się, w tej chwili. Mojego wewnętrznego bólu nie da się opisać słowami. Czułam, jakby ktoś odebrał mi połowę mojego życia. Po moim policzku spłynęły łzy, które szybko otarłam wierzchem dłoni. 
-To normalne Rose. Wiem, że strata dziecka to ogromny ból. Ale lepiej nie przeżywać tego wewnątrz siebie. Porozmawiajmy.-powiedziała, ściskając moją dłoń, którą szybko zabrałam. 
Miałam ochotę przywalić tej kobiecie krzesłem w twarz i wywalić ją przez okno. Emocje, w środku mnie szalały, a ja czułam, że zaraz nie wytrzymam i wybuchnę. Blondynka dalej coś mówiła, ale ja starałam się ją ignorować. 
-Może już pani wyjść?-wysyczałam wściekła. 
-Rose, chce ci pomóc...
-Nie potrzebuje twojej pieprzonej pomocy!-podniosłam głos.-Masz to gdzieś, czy mi pomożesz, czy nie. Dostajesz za to kasę i tylko to się liczy w tym cholernym świecie! A jak na razie pani mi nie pomaga, tylko strasznie wkurza, więc byłaby wdzięczna, jakby pani już stąd poszła i zostawiła mnie samą.
-Dobrze, w takim razie przyjdę jutro.-powiedziała i wstała. 
Odetchnęłam z ulgą. Na reszcie sama - ale nie na długo, bo zaraz po jej wyjściu, w sali pojawił się Thomas...


Leżeliśmy razem na łóżku, a ja prawie zasypiałam. Nagle poczułam okropny ból brzucha. Zacisnęłam mocno pięści na prześcieradle. 
-Rose, co jest?-zapytał zaniepokojony Tommy podnosząc się do siadu.
-Boli.-jęknęłam. 
Thomas wstał i oświecił światło. Podszedł do mnie, chwycił moją dłoń i lekko ścisnął. 
-Zawiozę cię na pogotowie.-powiedział i odchylił kołdrę, która była cała mokra.
Spojrzałam z przerażeniem na Thomas'a i już wiedziałam co się stało... straciłam dziecko. 


Kiedy tylko mnie zobaczył podszedł do mnie i pocałował w czoło.
-Jak się czujesz?-zapytał. 
-A jak mam się czuć?-zapytałam sarkastycznie. 
-Przepraszam, głupie pytanie.-powiedział i westchnął cicho, siadając na krześle. 
Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Jego głos, zapach, dotyk przypominał mi o naszym dziecku. 
-Thomas...-zaczęłam łamiącym się głosem.-Myślę, że powinniśmy zrobić sobie przerwę.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
-O czym ty mówisz?
-O nas. Potrzebuję czasu Thomas. Muszę wszystko przemyśleć, poukładać. 
-Rose, nie zostawiaj mnie! Wiesz, że bez ciebie moje życie nie ma sensu!-powiedział i gwałtownie wstał. 
-Przykro mi Tommy. Potrzebuję odpoczynku. Nadal cię kocham. 
Thom posłał mi ostatnie zbolałe spojrzenie i bez słowa wyszedł z sali. Wiedziała, że go krzywdzę, ale ja naprawdę muszę wszystko przemyśleć i poukładać w sobie. 


~Alex~


Siedziałam oparta o ramię Dylan'a i bawiłam się jego dłońmi. Rodzice i brat Rose czekali niespokojnie, aż Thomas wyjdzie z sali. 
-Która godzina?-szepnęłam cicho do Dylan'a. 
Brunet spojrzał na zegarek na swojej ręce.
-Po północy.-powiedział i uśmiechnął się pod nosem.-Dzisiaj są moje urodziny.
-Wszystkiego najlepszego!-powiedziałam i dałam mu całusa w policzek. 
Czułam na sobie tęskny wzrok Paul'a. Po chwili z sali, w której leżała moja przyjaciółka, wyszedł Sangster. Po jego minie, można było wywnioskować, że jest zły. Nie zwlekając ani chwili, rodzice i brat Rose weszli do sali. Thomas usiadł obok mnie, chowając twarz w dłoniach. 
-Zerwała ze mną.-mruknął pod nosem.
-Co? Jak to?-zapytała równocześnie z Dylan'em. 
-Tak to. Powiedziała, że potrzebuje czasu.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, aż w końcu zza drzwi wyłoniła się głowa mamy Rose.
-Alex, Rose cię prosi.
-Zaczekam.-powiedział Dylan i posłał mi uspokajający uśmiech.
Wstałam z krzesła i weszłam do sali. W środku było duże okno, białe ściany i dwa łóżka - jedno puste, a na drugim siedziała Craven. Wyglądała strasznie. Wpatrywała się pustym wzrokiem w przestrzeń, oczy miała czerwone od łez, włosy posklejane i poplątane. Pomyślałam, że to nie może być Rose. Zawsze jest pełna życia, energii i niedorzecznie głupich pomysłów. 
-Rose.-szepnęłam cicho i usiadłam przy jej łóżku łapiąc ją za dłoń.-Jak się czujesz?
-Teraz?-zapytała sarkastycznie zerkając na mnie.-Strasznie zirytowana, słysząc to pytanie po raz setny w tym cholerny dniu.
-Thomas się o ciebie martwi.
-Alex, nie mogę nawet na niego spojrzeć. Wszystko związane z nim przypomina mi o stracie naszego dziecka. Nadal go kocham i jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu, ale ja potrzebuję czasu.-wytłumaczyła. 
-Okej.-szepnęłam cicho. 
-Alex, jedź do domu i wypij się. Nie ma sensu, żebyście wszyscy tu siedzieli, bo ja też chce iść już spać.
-Na pewno?
-Na pewno.-powiedziała i przytaknęła głową. 
-W takim razie, przyjadę jutro. Kocham cię. 
-Ja ciebie te.-powiedziała, powiedziała, kiedy stałam już przy drzwiach. 



***


-Za kilka dni kończą się wakacje.-przypomniał mi Dylan.
-Cholera, rzeczywiście.-powiedziałam i cicho westchnęłam. 
-Chciałbym cię gdzieś zabrać.-powiedział zatrzymując się pod moim domem.
-Gdzie?
-Nie ważne gdzie, ale chcę być tylko z tobą.-powiedział patrząc prosto w moje oczy. 
Zagryzłam dolną wargę i przysunęłam się do niego. 
-Brzmi romantycznie.-mruknęłam.
Dałam mu szybkiego, przelotnego buziaka.
-Wejdziesz?-zapytałam odsuwając się od niego. 
-Nie, leć się wyspać. Jutro też chcesz jechać do Rose?
-Jeśli to dla ciebie nie problem...
-Będę po ciebie o 15.-powiedział. 
-Ja przyjdę do ciebie.-zadecydowałam i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony wyszłam z samochodu. 
Weszłam do domu i od razu skierowałam się do łóżka. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo zmęczona jestem. Prawie od razu zasnęłam. 



***


Obudziłam się po południu. Wstałam z łóżka, wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, włosy upięłam w niedbałego koka i zeszłam na dół. Dzisiaj są urodziny Dylan'a, a ja mu nic nie kupiłam, więc oby lubił naleśniki. Kiedy zrobiłam już wystarczającą ilość polałam je syropem klonowym i wbiłam małą urodzinową świeczkę. Wyszłam z domu i szybko znalazłam się pod domem O'Briena. Drzwi otworzył mi sam Dylan. Był ubrany jeszcze w piżamę i przecierał zaspane oczy. 
-Sto lat!-powiedziałam z szerokim uśmiechem podając mu naleśniki. 
-Jezu, Alex kocham cię. Z Kelly umieramy z głodu.-powiedział i dał mi całusa w policzek. 
Weszłam do środka i udaliśmy się do kuchni. Przy stole siedziała Kelly i grzebała widelcem po pustym talerzu. 
-Jesteśmy uratowani!-krzyknął Dylan. 
Mała podniosła na niego swoje zielone oczy i szeroko się uśmiechnęła. 
-Alex!-zawołała i podbiega do mnie. 
Wzięłam ją na ręce i obróciłam dookoła. 
-Przyniosłaś jedzenie?-zapytała niedowierzająco. 
Zachichotałam cicho i odłożyłam ją na ziemię. 
-Idź jeść, bo za chwilę twój brat wszystko pochłonie.-powiedziałam. 
Kelly obróciła się do tyłu i wystawiła małą piąstkę w kierunku Dylan'a. 
-Tylko spróbuj!-krzyknęła. 
Usiadłyśmy przy stole. Dylan i Kelly jedli, a ja przyglądałam się im. Byli do siebie tacy podobni - brązowe włosy, cudowne uśmiechy. Różnił ich jedynie kolor oczu. Dylan'a były brązowe, czasami miodowe, a Kelly w kolorze szafiru. Kiedy skończyli, brunet zabrał się za sprzątnięcie wszystkich naczyń, a Kelly zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Na środku nadal stał namiot, który zbudowaliśmy wczoraj. 
-Pobawimy się lalkami?-zapytała z nadzieją. 
-Pewnie.-uśmiechnęłam się szeroko, a ona w pudełku przyniosła swoją całą kolekcję lalek barbie. 
-To jest Alex. Jest księżniczką i jest najlepsza ze wszystkich. Podobna do ciebie, dlatego nazwałam ją tak jak ty masz na imię.-powiedziała wyciągając z kartonu lalkę o ciemnych włosach.-A to twój chłopak, książę Dylan. A to Rita. Jest wredna, nie miła i próbuje zniszczyć twój związek i księcia. 
Rita skojarzyła mi się z Ashley. Szmata, która próbuje zepsuć wszystko dookoła. Bawiłyśmy się chwilę i gdy akurat książę miał zamienić Ritę w ropuchę, do pokoju wszedł Dylan. 
-Mama wróci dzisiaj późno w nocy, a ja nie mogę zostawić Kelly samej.-powiedział. 
-W porządku, do Rose zajrzymy kiedyś indziej.-powiedziałam i uśmiechnęłam się. 
-A może pojedziemy na chwilę do Rose, a potem zabiorę was na lody?-zaproponował. 
Siostra bruneta energicznie pokiwała głową na 'tak' i przytuliła O'Briena. Minęło pół godziny, a my siedzieliśmy przy łóżku Craven. Dzisiaj wyglądała i czuła się o wiele lepiej. 
-Wyjdę jutro rano. W sobotę moich rodziców nie będzie w domu przez cały dzień. Wpadniesz do mnie na noc?-zapytała.
-Dobra.-zgodziłam się. 
Spojrzała na mnie, a później na Dylan'a spod zmrużonych powiek, a potem się uśmiechnęła. 
-Jesteście razem?-zapytała po chwili. 
Uśmiechnęłam się, brunetka zrobiła wielkie oczy. 
-Wiedziałam.
Wywróciłam teatralnie oczami, a Dylan zachichotał. 
-Widzisz, to było przeznaczenie.-powiedział O'Brien i próbował mnie pocałować. 
-Przestań.-jęknęłam, obracając się do niego bokiem. 
-Wyjdźcie już stąd, nie mam ochoty na was patrzeć!-powiedziała i pokazała nam język. 
-Zapamiętam to.-powiedziałam udając obrażoną. 
-Zaraz będzie tu Paul...-spojrzała porozumiewawczo na mnie. 
-Może ona nas po protu nie lubi?-zapytał sarkastycznie Dylan.
-No ciebie nie, O'Brien. Spadaj stąd!-powiedziała. 
Uśmiechnęłam się pod nosem. Taką Rose pamiętam i chce żeby została. 
-Idzie już, serio. Jak wyjdę, to nie dam wam spokoju i będziecie mieli mnie dość. 
-Na pewno?-zapytałam.
-Na pewno.
-W takim razie do jutro.-powiedziałam i wstałam z miejsca.
Dylan zawołał Kelly, która bawiła się na parapecie i wyszliśmy zostawiając Rose samą. 
-Teraz lody!-zażądała mała.



***


Mam już pomysł na nowe opowiadanie i powiem wam, 
że będzie ono kompletnie inne od tego, ale mam nadzieję, że wam się 
spodoba. Kto jeszcze nie zagłosował, czy chce, żeby nowe opowiadanie powstało, może to zrobić do 
końca stycznia ☺
Dzięki za wyświetlenia i komentarze, chociaż ich liczba ostatnio spadła :( 
W następnym rozdziale będzie dużo scen Alex-Dylan! 
Rozdział 23 pojawi się 24.12 z okazji świąt, to będzie
mój prezent dla was pod choinkę!
Rozdział dedykowany mojej przyjaciółce - Klaudii.
Za to, że jest zawsze przy mnie, wspiera i jest najlepsza na świecie!
Kocham cie wawariacie! ❤
Do następnego! ❤