sobota, 26 września 2015

Rozdział 14


W drodze powrotnej znów siedziałam z Dylan'em. Obok nas Tommy z Rose, a przed nimi mój brat z Ally.
-Nudzi mi się.-Dylan powiedział przeciągle opierając się głową o moje ramię. 
-Jedziemy dopiero od 5 minut.-powiedziałam rozbawiona. 
-No i co? I tak mi się nudzi.
-To może się zdrzemnij, czy coś?-zaproponowałam. 
-Okej.-westchnął i zamknął oczy. 
Wykorzystując chwilę spokoju, wyciągnęłam gazetę, którą kpiłam przed naszym wyjazdem i zabrałam się za czytanie jej. Minęło kilka minut, a Dylan zaczął się wiercić i kręcić, strasznie mi przy tym przeszkadzając. 
-Jesteś cholernie nie wygodna.-wymamrotał, nawet nie otwierając oczu. 
Zignorowałam go, starając się skupić na treści artykułu. Jednak brunet skutecznie mi to uniemożliwiał. Kładł się na moich kolanach, albo ramieniu w dziwnych pozycjach. 
-Przestań!-warknęłam.
Chłopak jęknął i usiadł prosto. Nagle wyrwał mi gazetę z ręki i rzucił ją gdzieś do tyłu, a ktoś krzyknął "ała". Chłopak jednak się tym wcale nie przejął. 
-Dylan...-pisnęłam.-Cholera, jeszcze nie skończyła, chociaż można powiedzieć, że nawet nie zaczęłam. 
-Zmusiłaś mnie do siedzenia z tobą, to teraz zapewnij mi jakieś rozrywki.-powiedział pretensjonalnie. 
-Ja? Zmusiłam ciebie? Nie rozśmieszaj mnie.
-Nie pamiętasz już, jak błagałaś mnie na kolanach?-zapytał podnosząc głos. 
Kilka osób spojrzało w naszą stronę zaciekawieni naszą rozmową. Nawet mój brat obrócił się do nas. 
-Błagała o co?-zapytał.
-Nie interesuj się. A poza tym to o nic.
Dylan zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie. Opierałam się o jego klatkę piersiową, a moje nogi zwisały luźno na podłokietniku. 
-Tobie się chyba serio nudzi.-powiedziałam sarkastycznie i wywróciłam oczami. 
On wzruszył ramionami i zaczął bawić się moimi włosami. 
-Zrobię ci warkoczyki.-powiedział zadowolony.
 "A niech robi"-pomyślałam. 
-Hej, Alex!-zza Thomas'a wyłoniła się Rose.-Thomas zabiera mnie do Londynu na moje urodziny. Może chcielibyście polecieć z nami?
-A nie będziemy wam przeszkadzać?-zapytałam sugestywnie poruszając brwiami. 
-Śmieszne. Nie, nie będziecie. Więc jak?
-Okej.
-Ja też się zgadzam.-Dylan wtrącił się. 
-Siedź cicho.-powiedziałam i uderzyłam go lekko z łokcia. 
-Dobra, obrażam się.-powiedział. 
Usiadłam normalnie, przodem do fotela przede mną. Dotknęłam swoich włosów, żeby zobaczyć, czy zrobił mi warkoczyki. Zamiast ich znalazłam w moich włosach masę kołtunów. Spojrzałam morderczym wzrokiem na bruneta, a on wyszczerzył się.
-A no tak... nie wspominałem, że kiepski ze mnie fryzjer?
-Przysięgam, że kiedyś cię zabije.
Zaczęłam rozplątywać włosy, co zajęło mi dobrą godzinę. Dylan cały czas próbował mnie przepraszać i zagadywać. Mówił bez końca, aż nie dało się go słuchać.
-Dobra,wybaczam ci, tylko proszę, zamknij się w końcu!-powiedziałam. 
-Milczenie jest złotem.-powiedział z cwanym uśmieszkiem.-Ale ja nie chcę od ciebie pieniędzy. Zadowolę się tym, co robiliśmy wczoraj w nocy.
Znów natrętne spojrzenia innych.
-Thomas, błagam zamień się!-jęknęłam, składając ręce jak do modlitwy. 
-Dobra, ale tylko na trochę.-powiedział. 
-Dzięki!-odetchnęłam z ulgą.
Szybko zamieniliśmy się miejscami, a Dylan spojrzał na mnie z rozdziawioną buzią. 
-Taka z ciebie koleżanka? Ja to zapamiętam.-powiedział oskarżycielsko. 
Zignorowałam go i zajęłam się rozmową z Rose. 



***


-Hej, Alex.-usłyszałam czyjś głos. 
Mruknęłam niezadowolona, kiedy poczułam jak ktoś potrząsa lekko moimi ramionami. 
-Co?-zapytałam zaspana. 
Uchyliłam powieki i zobaczyłam twarz Thomas'a. 
-Moglibyśmy się zamienić z powrotem?-zapytał. 
Spojrzałam na Rose, która posłała mi lekki uśmiech, a potem na Dylan'a. Brunet spał z głową opartą na szybie. 
-Okej.-mruknęłam niezadowolona. 
Skoro O'Brien śpi, nie będzie mnie denerwować. Zajęłam swoje stare miejsce, kładąc głowę na ramieniu Dyl'a. Chłopak podskoczył lekko wystraszony i spojrzał na mnie zaspany. 
-Wróciłaś do mnie.-powiedział i uśmiechnął się. 
Wywróciłam oczami, a on mnie objął. Za oknem było już całkowicie ciemno. Wygrzebałam telefon z torby. Na ekranie widniała 23 i kilka nieodebranych połączeń od rodziców. Wybrałam numer do mamy i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Odebrała niemal natychmiast, jakby czatowała przy telefonie. 
-Boże, skarbie! Czemu nie odbierałaś. Z tatą odchodzimy od zmysłów. Co robi Evan? Też nie odbiera! Martwimy się. Nic wam nie jest? Jak się czujesz? Wracacie już? Jechać po was? Za ile będziecie? Jak było...
-Mamo!-w końcu udało mi się jej wejść w słowo.-Została nam może godzina jazdy. Przecież Evan ma samochód pod szkołą, a nie odbieraliśmy dlatego, że śpimy.
-Ale wszystko w porządku?-zapytała już nieco mnie zaniepokojona. 
-Tak.-westchnęłam.
-Z kim siedzisz? Z Rose? 
-Nie, Dylan'em.-wymamrotałam.
-O, to go pozdrów.-powiedziała radośnie. 
-Yhym...okej, coś jeszcze?
-Zrobić wam jeść? Jesteście głodni? A może gorącą herbatę, albo kakao...-znów zaczęła trajkotać jak katarynka. 
-Nie, dzięki. Muszę kończyć. Pa.-powiedziałam i nie czekając na jej odpowiedź, rozłączyłam się. 
Dylan patrzył na mnie rozweselony. 
-Co?-zapytałam unosząc brwi w górę.
-Nie przekażesz mi pozdrowień?
-Skąd...
-Wszystko było słychać, skarbie.-powiedział i zachichotał.
-Bawi cię nadopiekuńczość mojej matki?-zapytałam robiąc groźną minę.
-Nie, moja nie jest cale lepsza.-powiedział i westchnął. 
-Czyżby?
-Serio. Kiedy przechodzimy przez ulicę, trzyma mnie za rękę.
Zaczęłam się śmiać jak głupia. 
-Bawi cię nadopiekuńczość mojej matki?-powiedział, ale sam zaczął się śmiać... a zaraz potem łaskotać mnie.
-Dylan!-krzyknęłam nie mogąc przestać się śmiać. 
Brzuch mnie już bolał i nie mogłam złapać oddechu. 
-Dobra, wygrałeś! Błagam przestań!
Chłopak zabrał ręce z mojego brzucha i oparł się o szybę plecami.
-Słuchajcie młodzieży!-zawołał trener.-Ponieważ jest tu większość uczniów z 3 klasy, chciałbym was pożegnać i życzyć szczęścia w dalszym życiu.  Nasza drużyna traci wspaniałego kapitana. Evan, chciałbyś powiedzieć coś swoim kolegom?
W swoją przemowę trener włożył tyle emocji, że myślałam, że zaraz się popłacze. Mój brat spał chrapią, z uchylonymi ustami i majacząc coś. Fullton wywrócił oczami i usiadł obojętnie na swoim miejscu, zażenowany. Dylan zaśmiał się cicho. 
-Co robimy?-zapytał spoglądając na mnie. 
-Może posłuchamy muzyki?-zaproponowałam. 
-Okej.-zgodził się. 
Reszta drogi minęła nam na słuchaniu piosenek-raz jego, raz moich ulubionych. Dylan był naprawdę fajnym chłopakiem. Po prostu, nie dało się go nie lubić. 
Kiedy autobus się zatrzymał pod szkołą, było już po północy. Na pożegnanie mocno przytuliłam Dylan'a, na którego czekała mama z jego młodszą siostrą. Rose zaprosiła mnie jutro do siebie i pojechała razem z Sangsterem do domu. Ja i Evan odwieźliśmy Ally i w końcu sami mogliśmy jechać do domu. Zmęczona powlokłam swoje ciało do mojego pokoju. Stwierdziłam, że wykąpię się rano. Umyłam tylko twarz i zęby, przebrałam się w piżamę i położyłam się do mojego kochanego łóżeczka. 



***


Nieznośne dźwięki dochodzące z dołu przerwały mój sen. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu, aby zorientować się, która jest godzina. Było kilka minut przed 14. Jęknęłam cicho i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i zrobiłam kłosa. Następnie umyłam zęby i pomalowałam rzęsy. Wróciłam do pokoju, żeby się ubrać i zbiegłam schodami na dół. Mama i Evan oglądali jakiś film, a dźwięki roznosiły się po całym domu.
-Moglibyście to przyciszyć?-krzyknęłam.
-O, skarbie już wstałaś?-zapytała mama z uśmiechem.
-Nadal bym spała, gdyby nie te hałasy.-powiedziałam oskarżycielsko. 
-Przepraszamy.-powiedziała i przyciszyła nieco telewizor. 
-O 17 idę do Rose.-poinformowałam ją i poszłam do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. Lodówka świeciła pustkami, więc zamówiłam pizzę. Zjadłam ją przed telewizorem z mamą i bratem, a później wyszłam z domu, idąc wolnym krokiem w stronę domu mojej przyjaciółki. Po drodze napisałam do niej sms'a, że za chwile będę. Po kilku minutach siedziałyśmy już u niej w pokoju i obgadywałyśmy prawie wszystkich z naszej szkoły i ekscytowałyśmy się naszym wyjazdem do Londynu. Nagle do pokoju wszedł, jak się domyślam, brat Rose. Był wysoki z niebieskimi oczami i blond włosami. Był bez koszulki, więc nic nie przeszkadzało moim oczom w oglądaniu jego umięśnionego torsu. 
-Rose, masz może...-kiedy mnie zobaczył przerwał swoją wypowiedź, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.-Alex? Ale urosłaś! 
Podszedł do mnie i mocno przytulił, unosząc mnie lekko do góry. Nie spodziewałam się takiego gestu z jego strony. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. 
-Zostaw ją, Paul.-powiedziała Rose.-Bo jeszcze się wystraszy i ucieknie. 
Chłopak w końcu odstawił mnie na ziemię i posłał mi szeroki uśmiech.
-Co tam u Evan'a?-zapytał.
-Wszystko dobrze.-wzruszyłam ramionami. 
-Co chciałeś?-zapytała Rose.
Paul oderwał ode mnie na chwilę wzrok i obdarzył nim swoją siostrą. 
-W sumie, to już nieważne. 
-Więc wypad!-powiedziała i wskazała na drzwi. 
-Kiedy zrobiłaś się taka wredna, co?-zapytał urażony.
Zachichotałam cicho.
-Okej, jak chcesz możesz obejrzeć z nami jakiś film.-brunetka powiedziała obojętnie. 
-Okej.-zgodził się i usiadł obok mnie. 
Rose włączyła jakiś film i zaczęliśmy oglądać. 


***


Paul jest zabawny, miły, przystojny i taki opiekuńczy. Tacy faceci jak on muszą być zajęci... on jednak jest wolny! Podczas filmu wiele się o nim dowiedziałam. Wcześniej mieszkał w Nowym Jorku. Ma 23 lata i jeździ zawodowo, jako kierowca rajdowy. Ma duże poczucie humoru i jeszcze większy dystans do siebie. 
Film szybko się skończył, a na dworze zaczęło się już ściemniać. 
-Na mnie już pora.-powiedziałam i wstałam. 
-Odwiozę cię.-powiedział Craven ochoczo. 
-Nie, mieszkam blisko. Przejdę się.-powiedziałam i posłałam mu uśmiech. 
-Oj, daj spokój. Nie będziesz sama chodzić po ciemku.-powiedział stanowczo. 
-Z moim bratem nie wygrasz.-powiedziała Rose.
-To prawda. Chodź!-Paul pociągnął mnie za sobą.
Zeszliśmy na dół. W korytarzu ubrałam buty i pożegnałam się z Rose. Razem z Paul'em wyszliśmy na dwór, a już po chwili staliśmy pod moim domem. 
-Dzięki za podwózkę.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
-Polecam się na przyszłość. 
-Może wpadniecie do nas z Rose jutro?-zapytałam.
-Jasne.
-W takim razie, do jutra.-powiedziałam i wyszłam z samochodu. 

piątek, 18 września 2015

Rozdział 13


W pośpiechu ubrałam się, umyłam zęby i rozczesałam włosy, zostawiając je rozpuszczone. Wybiegłam z łazienki jak poparzona i niemal nie wpadłam na Dylan'a.  
-Woooh. Gdzie się tak śpieszysz? Przecież, zaczekalibyśmy na ciebie.-powiedział rozbawiony.
-Nie mogłaś szybciej?-zapytała Rose. 
-Gdybyś ty pośpieszyła ten swój śliczny tyłeczek, to nie było by problemu!-odpyskowałam. 
Wszyscy siedzieli w salonie, znudzeni czekaniem na mnie. 
-Nie wiem jak was, ale mnie już skręca. No chodźmy w końcu!-powiedziała Ally.-Chce się wyszaleć na parkiecie! 
To ostatnia noc tutaj, dlatego postanowiliśmy iść się trochę zabawić i iść na jakąś imprezę. Wyszliśmy z domku, zamykając go na klucz i poszliśmy do klubu wybranego przez chłopaków. 
Wejście do klubu było niczym przedsionek piekła, zresztą zgodnie z tym, co sugerowała nazwa-"Straight to Hell". Wewnątrz dominowały czerń, szkarłat i złoto. Na balkonach, do których prowadziły kręte schody, znajdowały się loże dla VIP-ów. Niżej stały stoliki i bar. Środek zajmowała ogromna podświetlana podłoga, służąca za miejsce do tańczenia. Muzyka była tak hałaśliwa, że nie dało zebrać się własnych myśli. Czułam się jak sierotka Marysia wśród tylu roznegliżowanych, wyzywających dziewczyn, ale to i może lepiej. Przynajmniej ja swoim strojem nie mówiłam "bierz mnie". Zajęliśmy jeden z wolnych stolików, a mój brat poszedł zamówić coś do picia. Jeszcze raz rzuciłam okiem na wystrój klubu i wzdrygnęłam się, kiedy przede mną stanął jakiś chłopak. Był wysoki i przystojny. Zielonooki szatyn. 
-Cześć, może zatańczymy?-zapytał starając się przekrzyczeć muzykę. 
Nie sądziłam, że ktokolwiek podejdzie do dziewczyny ubranej jak ja, w takim miejscu jak to. 
-Okej.-zgodziłam się i wstałam. 
Poszłam za chłopakiem na środek parkietu i zaczęliśmy tańczyć. 
-Jak masz na imię?-zapytał.
Musiałam mocno wytężyć słuch, aby cokolwiek usłyszeć. 
-Alex. A ty?
-Cameron. Skąd jesteś?
-LA. 
-Ja też.-powiedział ucieszony. 
Posłałam mu lekki uśmiech. Cameron wydawał się być całkiem miłym, fajnym i zabawnym chłopakiem. Dobrze mi się z nim rozmawiało i nawet nie spostrzegłam się, że tańczymy razem już kilka piosenek. Spojrzałam w stronę stolika, gdzie siedział sam Dylan. Robił coś na telefonie, ze spuszczoną głową. Zrobiło mi się go szkoda. Przeprosiłam nowo poznanego chłopaka i poszłam do Dyl'a. Usiadłam obok niego i zajrzałam przez jego ramię, żeby zobaczyć co robi na telefonie. Jednak szybko zablokował ekran, a ja zrobiłam niezadowoloną minę. 
-Zatańcz ze mną!-krzyknęłam.
-Nie wolisz tańczyć z tamtym kolesiem?-zapytał naburmuszony wskazując na Cameron'a, który stał po drugiej stronie, koło baru i przyglądał nam się. 
-Nie. Wolę zatańczyć ze swoim najlepszym, zazdrosnym przyjacielem!-powiedziałam i pociągnęłam go za sobą. 
O'Brien nie był już zły, a nawet wyłapałam cień uśmiechu na jego twarzy, kiedy mój tyłek otarł się o jego kroczę. 
-Nie wierzę, że tydzień minął tak szybko.-pożaliłam się, kiedy siedzieliśmy wszyscy razem wygodnie na kanapie.
-W końcu do domu i do mojego wygodnego łóżka!-Ally westchnęła. 
Thomas z Rose nie zwracali na nikogo uwagi-byli zajęci sobą. 
Evan opróżniał kolejny kieliszek, a Dylan siedział po drugiej stronie stołu i cały czas się na mnie patrzył. Posłałam mu pytające spojrzenie, a on kiwnął głową, żebyśmy wyszli. Wstaliśmy od stołu i opuściliśmy klub. 
'W końcu'-pomyślałam. 
Moja głowa nie najlepiej znosiła tak głośną muzykę. 
-Nie lubię takich imprez.-powiedziałam, kiedy spacerowaliśmy uliczką. 
-Ja też.-przyznał i posłał mi uśmiech. 
Usiedliśmy na ławce, a ja oparłam swoją głowę o ramię bruneta i zmęczona ziewnęłam. 
-Nie mam ochoty tam wracać.-mruknęłam. 
-Nie musimy.
-Chodźmy do mnie.-zaproponowałam, a chłopak kiwnął głową zgadzając się. 
Po kilku minutach siedzieliśmy już wygodnie rozłożeni na kanapie w salonie oglądając jakiś film, który szczerze mówiąc wcale mnie nie interesował. Bawienie się palcami Dylan'a było o wile ciekawsze. Wstałam i poszłam do łazienki, a po chwili wróciła przebrana już w piżamę. Położyłam głowę na kolanach O'Briena i wróciłam do zabawy jego rękoma. Moje powieki stawały się coraz cięższe i nawet nie spostrzegłam się kiedy, zasnęłam. 



***


Biegnę. 
Wciąż biegnę, ale stoję w miejscu i nie mogę uciec przed czymś, co mnie goni. Moje płuca palą niemiłosiernie, a serce bije jak oszalałe ze strachu i wysiłku. Liście przyklejają się do moich bosych stóp, a ostre gałęzie ranią je. Cały czas biegnę przed siebie, tak szybko, jak tylko potrafię, przez ten cholerny niekończący się las. Nogi uginają się i upadam. Coś ciągnie mnie za nogi, ale przez ciemność nie widzę kompletnie nic. Chcę krzyczeć 'pomocy', lub cokolwiek innego, ale żadne dźwięki nie opuszczają moje gardło. Łzy lecą po moich policzkach i wiem, że nie ma już dla mnie ratunku, kiedy bezwładnie lecę w dół... 


Obudziłam się z krzykiem, zalana potem. W pokoju oświeciło się światło, a przy moim łóżku natychmiastowo pojawił się Dylan. Usiadł na brzegu łóżka, mocno przytulając mnie do swojego nagiego torsu, głaszcząc po włosach i uspakajając. 
-To tylko sen...-powtarzał. 
Kilka kropel łez opuściło moje oczy, ale szybko je wytarłam. 
-Już dobrze?-zapytał opiekuńczo, odsuwając mnie od swojego ciała, na długość ramion. 
-Tak. Dziękuję i przepraszam, że cię obudziłam.-powiedziałam spuszczając wzrok w dół. 
-Nie spałem.-powiedział, choć wiedziałam, że kłamie. 
Jego włosy były powykręcane we wszystkie strony, a oczy zaspane. 
-Spałeś w salonie?-zapytałam zdziwiona. 
-Oglądałem jeszcze telewizor. 
-A gdzie Rose i Ally?-zapytałam.
-Jeszcze nie wrócili.-powiedział chłopak, a po jego słowach zapadła krępująca cisza. 
-Chcesz... może...-nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów. 
Zirytowana westchnęłam i zapytałam prosto z mostu:
-Będziesz spać ze mną?
Najpierw na twarzy Dylan'a malowało się zdziwienie, później zadowolenie. 
-Jeśli chcesz.-odpowiedział z lekkim uśmiechem.
Odpowiedziałam mu tym samym i posunęłam się na brzeg jednoosobowego łóżka. Dyl zgasił światło i położył się obok mnie. Moje plecy przywarły do jego torsu. Wzięłam jego rękę i splotłam nasze palce razem. Czułam jak znów robię się senna. W końcu pozwoliłam, żeby moje powieki zapadły w dół. 


***


Otworzyłam niechętnie oczy i pierwsze co zobaczyłam to, oczy Dylan'a wpatrujące się we mnie. Nasze twarze dzieliło kilka milimetrów. Zaśmiałam się głośno widząc poważny i zamyślony wyraz twarzy O'Briena i niemal nie spadłam z łóżka. 
-Z czego się śmiejesz?-zapytał urażony. 
-Z ciebie.
-Ej!-mruknął i wbił swój palec między moje żebra.-Ja się z ciebie nie śmiałem, kiedy mówiłaś moje imię przez sen. 'Oh, Dylan jest taki cudowny, seksowny i mądry. Kocham go!'-mówił, starając się udawać mnie. 
Wybuchłam jeszcze większym śmiechem.
-Mądry? Kogo próbujesz oszukać, co O'Brien?-zapytałam.
-O nie! Teraz to przesadziłaś Peters!-powiedział i zaczął mnie łaskotać. 
Śmiałam się jak głupia, błagając, żeby przestał. W końcu zrzuciłam chłopaka z łóżka, a on się obraził. Pokazał mi język i wyszedł z pokoju.
-Oj, no daj spokój. Seksowny jesteś!-zawołałam za nim. 
Po kilku minutach wrócił ubrany i umyty. 
-Idę się spakować.-oznajmił. 
-Siedzimy razem?-zapytałam, kiedy już otwierał drzwi. 
-Nie wiem, czy jesteś godna.-odpowiedział sarkastycznie.-Zastanowię się. 
Rzuciłam w jego stronę poduszką, ale chłopak zrobił unik, kryjąc się za drzwiami. Wygramoliłam się spod ciepłej kołderki i poszłam do łazienki. Wzięłam długi, relaksujący prysznic. Wysuszyłam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Wyszczotkowałam zęby i ubrałam się. Spakowanie moich rzeczy szybko mi poszło. W kilka minut byłam gotowa, a do odjazdu autobusu pozostało jeszcze 1,5h. Postanowiłam iść do chłopaków. Zamknęłam domek na klucz i wolno ruszyłam do ich domu. Drzwi otworzy mi mój skacowany brat. 
-Widzę, że impreza się wczoraj udała.-powiedziałam specjalnie głośno, do przyjaciół w salonie. 
Ally, Evan i Thomas zajęczeli z niezadowoleniem. Tylko ja, Dylan i Rose odczuwaliśmy skutków wczorajszej zabawy, choć długo na niej nie byłam. 
-Już się za mną stęskniłaś?-zapytał Dylan wychodząc z sypialni. 
Podszedł do mnie i zamknął w swoich ramionach. Rose posłała mi pytające spojrzenie, a ja wywróciłam oczami. Zebrałam w sobie całą siłę i odepchnęłam od siebie bruneta. 
-Nie myśl sobie... przyszłam po Rose i Ally.-powiedziałam i pokazałam mu język. 
-Jasne. Nie musisz przed nikim ukrywać, że wczoraj ci się spodobało i przyszłaś po więcej.-powiedział i puścił mi oczko. 
-Oooooo!-z ust wszystkich zebranych w salonie wydobył się dźwięk uznania. 
-Głupek. Za wysokie progi na twoje krótkie nogi.
-Ale co innego mam dłuższego...-powiedział i zabawnie poruszył brwiami w górę i w dół. 
-Świnia.-powiedziałam wywracając oczami.-Lubisz mnie denerwować, co?
-Uwielbiam.
Nagle do pomieszczenia wszedł trener.
-Mam nadzieję, że wszyscy spakowani! Za godzinę mamy odjazd, a za pół musimy zwolnić domki. Pośpieszcie się i za 20 minut widzimy się przy bramie.-powiedział i wyszedł, nie dając dojść do słowa nikomu. 
Trener Fullton jest dość energicznym, wybuchowych mężczyzną po 30. Opowiada różne głupie kawały i wszyscy się śmieję... z niego, oczywiście. Jest szczery, aż przesadnie. Evan wstał niechętnie i powlókł swoje wymęczone zwłoki do sypialni, prawdopodobnie, żeby się spakować. 
-Idziemy Alex?-zapytała Rose.-Pomożesz mi.
Pokiwałam głową na 'tak' i wyszłam razem z dziewczyną mojego brata i moją najlepszą przyjaciółką. Pomogłam obu się spakować i po kilkunastu minutach, trochę spóźnione, czekałyśmy na nasz autobus, który w końcu miał nas zabrać do domu. Stęskniłam się za rodzicami i swoim pokojem. Cieszyłam się, że wracamy! 



***


Po pierwsze, dziękuję serdecznie za ponad 2000 wejść, jesteście kochani i cieszę się, że w ogóle ktoś to czyta <3 
Po drugie ashgajvheruioh! Byłam dzisiaj w kinie na Próbach ognia i... Boże, tan film wygrał wszystko! Dylan taki seksowny i w ogóle główni bohaterowie super! Nie lubię Teresy! Zdrajczyni! Minho! Mają go odbić! Szkoda mi Winstona :( I Thomas jaki słodki! 
W końcu zdobyłam całą trylogię TMR i czytam pierwszą. Film nieco odbiega od książki, ale jest super! Naprawdę warto obejrzeć. 
Cholera, ciągle żyje tym filmem i najchętniej siedziałabym cały czas w kinie i oglądała obie części na zmianę! Nie mogę się doczekać 'Leku na śmierć'. 
UGH!
Jak wam się podoba rozdział? 
Piszcie co poprawić, a co dobrze :) 
Dzięki jeszcze raz za wyświetlenia i komentarze <3
KOCHAM SO MUCH! 




DO NASTĘPNEGO !
(SOBOTA-26.09!!)

sobota, 12 września 2015

Rozdział 12


Miło było patrzeć na Dylan'a bez koszulki. Fajnie też było wygrywać. Pierwszy raz gram w pokera i cały czas wygrywam. Cóż, jestem szczęściarą. 
-Kurwa.-mruknął Dylan pod nosem, przegrywając kolejną kolejkę. 
Niechętnie ściągnął swoje spodnie i rzucił je w kąt. Uśmiechnęłam się pod nosem i rozdałam karty. Niestety przegrałam. Ściągnęłam spodenki i odłożyłam je na bok.
-W końcu.-powiedział Dylan wzdychając z ulgą.
-Nie ciesz się tak. Zaraz przegrasz.
Chłopak pokazał mi język i potasował talię, a następnie rozdał karty. Z przykrością stwierdziłam, że jestem na przegranej pozycji. Moje karty były tak słabe, jak mięśnie mojego brata.
-Ściągaj bluzkę!-krzyknął Dylan zadowolony.-Wygrałem!
-Pomarzyć możesz.-pokazałam mu język. 
-Ej, takie były reguły gry, pamiętasz?
-Tak, i co z tego? Reguły można zmieniać, łamać czy coś.-wzruszyłam ramionami. 
-Nie, jak grasz ze mną.-powiedział i podszedł do mnie usiłując zdjąć moją bluzkę. Zaczęłam krzyczeć i bić go. Chłopak w jedną dłoń złapał moje dłonie, a drugą szarpał się z koszulką.
-Dylan, ja nie mam nic pod spodem!-krzyknęłam w końcu. 
Brunet na chwilę przestał. Spojrzał mi w oczy z ogromnym uśmiechem wymalowanym na twarzy. 
-To nawet lepiej.-powiedział i poruszył zabawnie brwiami. 
-Chory zboczeniec.-powiedziałam i zbierając w sobie wszystkie siły, odepchnęłam go od siebie. 
-Co robimy teraz?-zapytał O'Brien rozwalając się na moim łóżku. 
Wzruszyłam ramionami i położyłam się na nim. Chłopak wydawał się być zadowolony. Uśmiech zszedł mu z twarzy, kiedy ugryzłam go w ramię. 
-Ała!-krzyknął zrzucając mnie na podłogę. 
-Dobrze ci tak.-powiedziałam.
-O nie. Przesadziłaś!-krzyknął i zaczął mnie łaskotać. Cały czas śmiałam się jak głupia. Przypomniało mi się, jak przyszłam do Dylan'a kilka dni temu. Też padał deszcz, a my razem się wygłupialiśmy. Wtedy prawie mnie pocałował... Ciągle nie potrafiłam pogodzić się z myślą, że moglibyśmy spróbować być razem. Zastygłam w bezruchu pogrążona w swoich myślach. Wgapiając się gdzieś w przestrzeń z lekko uchylonymi ustami, musiałam wyglądać głupio. 
-Stało się coś?-zapytał opiekuńczo Dyl.
-Nic, wszystko w porządku.-posłałam mu lekki uśmiech.-A ty dałeś się nabrać, frajerze!
Teraz ja łaskotałam go po jego nagim torsie. Po chwili pokój wypełnił hałas, jaki wywołała uderzająca błyskawica, gdzieś niedaleko nas. Przestraszona podskoczyłam i spojrzałam za okno. Wichura nadal szalała. Lał deszcz, błyskało się i grzmiało. A my siedzieliśmy sami w pokoju, oświetlonym tylko przez blade światło świec. 
-Chodźmy spać.-poprosiłam czując się nieswojo. 
Dylan pokiwał głową zgadzając się. Ja wygodnie ułożyłam się pod cieplutką kołdrą, a chłopak zgasił wszystkie płomyki i położył się na łóżku obok. 
-Dobranoc.-powiedziałam. 
-Dobranoc.-odpowiedział i pomimo ciemności panującej w pokoju, czułam, że się uśmiecha. 



***



Kiedy rano otworzyłam oczy, Dylan jeszcze spał. Burzy już nie było, ale na zewnątrz było niemiło i pochmurnie. Aż nie chciało się wychodzić z łóżka. Z nudów zaczęłam przeglądać zdjęcia zapisane w pamięci mojego telefonu. Prawie wszystkie były z Rose, Thomas'em i Evan'em. Trafiały się też z mamą, albo tatą... ale żadnego nie z Dylan'em. Podeszłam do łóżka, na którym spał i zaczęłam mu robić zdjęcia. Wyglądał słodko z lekko uchylonymi ustami. Nagle złapał mnie za nadgarstek, a telefon wypadł mi z rąk i wylądował na podłodze. 
-Pozwoliłem?-zapytał.
-Mogę ci zrobić kilka zdjęć?-zapytałam szczerząc zęby. 
Chłopak zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie. Położyłam się na jego ramieniu, a on zaczął robić nam śmieszne zdjęcia swoim telefonem. Nagle do pokoju weszła Rose. Gdy nas zobaczyła stanęła zszokowana w progu. 
-Cześć?-powiedziała wolno, patrząc na nas dziwnym wzrokiem. 
-Hej, stało się coś?-zapytałam z uśmiechem. 
-Przyszłam się przebrać, ale może zrobię to później... nie chcę wam przeszkadzać.-powiedziała i obróciła się, z zamiarem wyjścia. 
-Rose, w porządku. Chodź.-powiedziałam i wstałam. 
Przeszłam obok niej z uśmiechem i weszłam do łazienki. Dziś mam wyjątkowo dobry humor. Umyłam zęby i twarz, a następnie cicho nucąc pod nosem rozczesałam swoje włosy i splotłam kłosa. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Dylan'a już nie było. Jedynie Rose siedziała w salonie i oglądając telewizję jadła jakiś jogurt. Przysiadłam się do niej i oparłam głowę o jej ramię. 
-Co ty taka zadowolona?-zapytała patrząc na mnie podejrzliwie. 
-No, co? To ja już nie mogę się cieszyć po prostu, od tak?-zapytałam.
-O mój Boże!-krzyknęła.-Uprawialiście seks?!
-Co? Nie!-zaprzeczyłam szybko.-Zwariowałaś?
-Racja, żeby dobrać się do twoich majtek potrzebny by był jakiś łom, czy coś.-powiedziała i zaśmiała się sama ze swoich słów.
-Za to  twoje zsuwają się na jedno słowo Thomas'a.-powiedziałam oskarżycielsko. 
-Nie prawda. Musiał czekać prawie 3 lata.-broniła się.
-Dobra, nieważne. 
-A wy... no wiesz, jesteście razem?
Energicznie pokręciłam głową zaprzeczając. 
-Co dziś zamierzasz robić?-zapytała brunetka.
-Nie wiem, a wy?
-Zastanawiamy się nad kręglami.
-No to chyba oczywiste, że idę z wami.-powiedziałam.
-No nie wiem, czy takie oczywiste. Może wolałabyś spędzić czas z O'Brienem.-poruszyła zabawnie brwiami. 
Zmrużyłam oczy i pokazałam jej język.
-O której wychodzimy?
-O 14 idziemy na obiad, a później do kręgielni.-odpowiedziała i poszła do łazienki. 
Była 13.30. Miałam jeszcze czas, żeby bez celu posiedzieć na kanapie i pooglądać telewizję. Akurat leciał jakiś program paradokumentalny. Naprawdę nie wiem, co za debil wymyśla te scenariusze, ale przynajmniej się pośmiałam. Kiedy mąż właśnie miał zrobić swojej żonie awanturę o nic, a akcja miała się rozkręcić, do salonu wkroczyła Rose i powiedziała, że wychodzimy. Wyłączyłam telewizor i wyszłyśmy z domku, wcześniej zamykając go na klucz. Z chłopakami i Ally miałyśmy spotkać się w połowie drogi do restauracji "Casablanca". Szłyśmy wolnym tempem, obgadując Ashley. Obie szczerze jej nienawidzimy i doszłyśmy do wniosku, że aby odbić Rose Thomas'a, mogła by nawet kogoś zabić. Jest strasznie zazdrosna i niemożliwie głupia. Sam jej wygląd sugeruje, że jest puszczalską szmatą. Już z daleka widać było grupkę naszych przyjaciół, którzy wesoło rozmawiali o czymś i śmiali się. 
-Jak tam noc, Peters?-zapytał Thom szturchając mnie łokciem.
-Nie interesuj się.-powiedziałam i odpowiedziałam mu na zaczepkę tym samym.  
-Musiało dużo się dziać.-powiedział i zaśmiał się. 
-Spadaj.-pokazałam mu środkowy palec.
Pociągnęłam Ally i Craven tak, że szłyśmy przed chłopakami. Dalej obgadując ludzi z naszej szkoły. W końcu doszliśmy pod lokal, w którym mieliśmy zjeść obiad. Zajęliśmy jeden z wolnych stolików i każdy zamówił sobie coś, co lubi. Czekaliśmy na posiłek rozmawiając. Siedziałam koło Dylan'a, który postanowił znów torturować mnie swoimi żartami. Niestety tylko mnie. Co chwile nachylał się do mojego ucha, żeby opowiedzieć mi kolejny dowcip. 
-Dylan, zamknij tą jadaczkę!-szepnęłam ostro w stronę bruneta. 
-Uwielbiam jak się denerwujesz, jesteś wtedy taka słodka.-powiedział i złapał za mój policzek swoimi długimi palcami. 
Wywróciłam oczami i ucieszona zobaczyłam, jak kelner niesie nasze zamówienia. Wysoki, przystojny szatyn postawił przede mną talerz z rybą, ryżem i warzywami, oraz szklankę soku pomarańczowego. Posłał mi uśmiech i odszedł życząc smacznego. 
-Kretyn.-skwitował Dylan.
-Dlaczego tak uważasz?-zapytałam.
-Wygląda na takiego, co zabawia się z dziewczynami i rzuca je po jednej nocy.-powiedział i wzruszył ramionami zatapiając zęby w swoim fatburgerze. 
Pokręciłam głową z rozbawieniem i wzięłam kęs ryby, do swoich ust.



***


Zajęliśmy swój tor i podzieliliśmy się na pary. Thomas z Rose, Evan z Ally i ja, niespodzianka, z Dylan'em. Pierwszy rzucał mój brat. Zbił 6 i zadowolony usiadł obok swojej dziewczyny. Ally dała mu buziaka w policzek i raźnym krokiem ruszyła na tor. Zbiła wszystkie kręgle. Zadowolona podskoczyła i wskoczyła na kolana Evan'owi. 
-Teraz ty mała.-powiedział Dylan. 
Wstałam ze skórzanej kanapy i wybrałam niebieską kulę. Rzuciłam nią, a ona leniwie turlała się w kierunku kręgli. W końcu wpadła do rynny, a moi przyjaciele zaczęli się ze mnie śmiać.
-Hańbisz rodzinne nazwisko siostro.-powiedział Evan.
-Mogę prosić o zmianę zawodnika?-zapytał Dylan.
-Jeszcze zobaczymy, kto będzie śmiał się ostatni.-powiedziałam i obrażona usiadłam na swoim poprzednim miejscu. 
Po pierwszej kolejce Ally i Evan mieli najwięcej zdobytych punktów, a ja i Dyl najmniej, pomimo tego, że brunet zbił wszystkie pachołki. Kiedy znów nadeszła moja kolej, O'Brien zaproponował, że wykona rzut za mnie, co spotkało się z moją odmową. Pewna siebie wzięłam jedną kulę i z lekkiego rozbiegu rzuciłam ją. Ku zdziwieniu wszystkich zbiłam wszystkie kręgle. 
Ostatecznie ja i Dylan byliśmy drudzy, Rose i Thomas wygrali, a mój brat zhańbił nasze rodzinne nazwisko zajmując ostatnią pozycję. Po kręglach wstąpiliśmy do sklepu, żeby kupić coś do jedzenia i chłopcy odprowadzili nas do domu. Pożegnałam się z każdym przytulając do i razem z dziewczynami zasiadłam przed telewizorem, robiąc sobie noc z filmami i niezdrową żywnością. 

***


Rozdział 12 gotowy! 
Mam nadzieję, że się spodoba i proszę o komentarze, bo to motywuje do pisania kolejnych rozdziałów. 
Następny powinien pojawić się za tydzień (sobota 19.09.)


PS. wybiera się ktoś do kina na Więzień Labiryntu: próby ognia? 
Bo ja już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę swojego idola na dużym ekranie <3






DO NASTĘPNEGO ! :)

piątek, 4 września 2015

Rozdział 11


~ALEX~


Moja głowa bolała niemiłosierne. Zmusiłam się do otworzenia oczu i prawie spadłam z łóżka... a raczej z Dylan'a, na którym właśnie leżałam. Rozejrzałam się dookoła. Byliśmy sami. Na szczęście w ubraniach. Odetchnęłam z ulgą i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą i umyłam zęby. Alkohol mi nie służy, o ile w ogóle komuś tak. Wyglądałam strasznie i tak też się czułam. Zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam się. Poszłam do salonu, gdzie na stoliku czekały już kanapki, jakieś tabletki przeciwbólowe i woda. "Kochana Rose. Myśli o wszystkim"-pomyślałam. Wzięłam jedną z tabletek i popiłam ją wodą. Nie byłam głodna. Kiedy już miałam wychodzić, usłyszałam kroki Dylan'a.
-Gdzie wszyscy?-zapytał zaspany.
-Nie wiem.-wzruszyłam ramionami. 
-Co ja tu robię?
-Nie wiem.-powtórzyłam.
-Gdzie idziesz?-zapytał.
-Miałam zamiar ich poszukać.
-To idę z tobą.-powiedział i wyszliśmy razem.
Szliśmy wolno w stronę domu chłopaków, trwając w ciszy.
-Za niedługo Rose ma urodziny, Thomas kupił jej bilet do Londynu i pytał się, czy nie chcielibyśmy lecieć z nimi? Ally nie może, a Evan bez niej nigdzie się nie ruszy. Pomyślałam, że może ty byś miał ochotę?-zapytałam zerkając na niego.
-Będziesz musiała mnie jakoś przekonać.-uśmiechnął się szeroko, a ja wywróciłam oczami.
W końcu stanęliśmy pod domkiem i Dyl otworzył drzwi kluczem. Jednak w środku nikogo nie było.
-Weź prysznic i przebierz się, a ja zaczekam.-powiedziałam i usiadłam w salonie na kanapie. 
Wszystkie pomieszczenia w środku, wyglądały dokładnie tak samo, tyle że, swój dom chłopcy zdążyli już przyozdobić mnóstwem śmieci. Postanowiłam, że trochę tu ogarnę. Ze stoliczka zgarnęłam wielką reklamówkę i pakowałam z niej wszystkie niepotrzebnie walające się po ziemi papiery. Kiedy skończyłam w salonie przeszłam do ich sypialni. Skupiona na zaścielaniu łóżek, nie zauważyłam, kiedy Dylan pojawił się w pokoju. Z jego włosów kapała jeszcze woda, był bez koszulki. Jedynie ręcznik wisiał luźno na jego biodrach. Był naprawdę gorący. Miał idealnie wyrzeźbiony tors, do którego mogłabym wtulać się godzinami. Zawstydzona spuściłam głowę w dół. 
-Sprzątasz?-zapytał niedowierzająco.
-No tak.-wzruszyłam ramionami. 
Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia skrzyżowały się. Starałam się utrzymać oczy na poziomie jego brązowych tęczówek, jednak pokusa, żeby jeszcze raz zerknąć niżej, była wielka. 
-To twój brat robi taki bałagan.-powiedział. 
-Jasne.
Wyszłam z ich sypialni, zostawiając O'Briena samego. Czułam, jak moje policzki płoną. Dylan mi się podoba. I to bardzo. Ale czy jestem w nim zakochana? Sama nie wiem co do niego czuję-raz jest kochany, opiekuńczy i miły, a raz rzuca jakieś głupie teksty i aluzje na temat seksu. 
-Możemy iść.-usłyszałam nad uchem. 
Obróciłam się do tyłu i zderzyłam z klatką Dylan'a. 
-Boże.-jęknęłam łapiąc się za czoło.-Nosisz kamienie pod koszulką?
Chłopak się zaśmiał, objął mnie i wyszliśmy w celu dalszych poszukiwań naszych przyjaciół. Szliśmy wąską uliczką, sprawdzając prawie wszystkie bary i restauracje, ale nigdzie ich nie było. Telefonów też nie odbierali. Ręka bruneta cały czas spoczywała na mojej talii, ale nie przeszkadzało mi to, zwłaszcza, gdy z naprzeciwka szła Ashley. Gdy nas zobaczyła posłała mi pełne nienawiści spojrzenie, a Dylan powiedział do niej wesoło "Cześć". Nie odpowiedziała. Szybko przeszła koło nas, czerwona ze złości. 
Dałam brunetowi całusa w policzek, a on spojrzał na mnie z wesołymi iskierkami w oczach. 
-Za co to?-zapytał.
-Dziękuje, za to co robisz przy Ashley, ale nie musisz. 
-Ale chcę.-powiedział i splótł nasze palce razem.-Powinna dostać za swoje. 
Posłałam mu lekki uśmiech, na co odpowiedział tym samym. 
-Może sprawdzimy nad jeziorem?-zaproponowałam.
-Okej.
Po kilkunastu minutach spacerowania doszliśmy nad jezioro. Dużo osób kąpało się w wodzie, a kilka opalało na pasku, choć słońce o tej godzinie nie grzało już tak mocno. Swoją drogą była już 19. Cały dzień spędziłam sam na sam z Dylan'em i było naprawdę miło. 
-Hej!-usłyszeliśmy Evan'a. 
Wszyscy pluskali się w wodzie. Odmachaliśmy im i usiedliśmy na ziemi. 
-Wiesz mała, będę za tobą tęsknić w roku szkolnym.-powiedział Dylan.
-Wiesz, ja za tobą nie bardzo.-powiedziałam z poważną miną, a mój przyjaciel udał obrażonego.-Oj no, żartuję. Przepraszam. 
-Na pewno znasz lepsze sposoby na wyrażenie przeprosin.-powiedział i zabawnie poruszył brwiami. 
Wywróciłam oczami i chciałam dać mu kolejny raz buziaka w policzek, ale brunet się obrócił i pocałowałam jego usta. 
-Ej!-krzyknęłam popychając go moim ciałem. 
-Oooo, to było słodkie.-pisnęła Rose. 
-Jesteście już w końcu razem?-zapytała Ally.
-Nie.-zaprzeczyłam szybko, odsuwając się nieco od O'Briena. 
Obie jęknęły zawiedzione i sięgnęły po swoje ręczniki. Zaraz za nimi na brzegu pojawił się mój brat i Sangster. 
-Co nowego?-zapytał Evan siadając obok mnie i przy okazji chlapiąc wodą. 
-Szukaliśmy was cały dzień i nikt nie raczył nas powiadomić gdzie jesteście.-powiedziałam zła. 
-Nie chcieliśmy was budzić. Wyglądałaś słodko, kiedy leżałaś na Dylan'ie.-powiedział Thomas.
-Spadaj Sangster.-pokazałam mu język. 
Siedzieliśmy do późna nad brzegiem jeziora. Wszyscy wesoło rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Jak za starych dobrych czasów. Nikt przed nikim nic nie ukrywał i wszyscy dobrze się bawiliśmy.
-Ty wiesz Peters.-Thomas zwrócił się w moją stronę.-Wczoraj pierwszy raz widziałem cię pijaną. 
-Tak? I co z tego?
-Nic. Po prostu to był niecodzienny widok. I zachowywałaś się dziwnie.-rudy wzruszył ramionami. 
Wywróciłam oczami i oparłam głowę o ramię Dylan'a. Byłam już nieco senna. Rose z Ally spojrzały na siebie z wielkimi uśmiechami. Wywróciłam oczami i z powrotem usiadłam prosto. 
-Hej, Dylan.-zawołała Rose.-Chciałam dzisiaj spać u Thom'a. Zamienisz się na tą jedną noc?
Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany. Wiedziałam, że one coś kombinują. 
-Jeśli Alex i Ally nie mają nic przeciwko.-powiedział.
-Mnie nie będzie, także bez obaw.-powiedziała Al przytulając się do mojego brata.
-Też nie mam nic przeciwko.-wzruszyłam ramionami.
-Świetnie, to dziękuje.-Rose mrugnęła do mnie jednym okiem, na co wywróciłam teatralnie oczami. Robiło się coraz chłodniej, a mi było zimno w krótkich spodenkach i zwykłej koszulce. Ciemne chmury zasnuły niebo i zerwał się wiatr. 
-Chyba powinniśmy spadać.-powiedział mój brat patrząc w niebo.-Zaraz będzie padać.
Wszyscy wstaliśmy i Evan, Ally, Rose i Thomas poszli w swoją stronę żegnając się z nami, a ja z Dylan'em w swoją. Szliśmy dość szybko, a ja trzęsłam się z zimna. Nagle brunet ściągnął swoją bluzę i zarzucił mi ją na ramiona. Spojrzałam na niego wdzięcznym wzrokiem i szerokim uśmiechem. Nagle zaczęło padać. Gęsty deszcz w minucie zalał cały chodnik. Zaczęliśmy biec, a ja śmiałam się jak głupia, choć sama nie wiedziałam z czego. W końcu cali przemoknięci znaleźliśmy się w domku. Nagle usłyszeliśmy głośny huk, a zaraz potem w salonie zgasło światło. Za oknem szalała burza. 
-Super.-mruknęłam pod nosem. 
Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich trener.
-Dzieciaki macie zamknąć porządnie drzwi i nie wychodzić aż do odwołania. Mamy problemy z prądem, dlatego przyniosłem wam świeczki. Wyłączcie telefony, laptopy czy co wy tam macie.-powiedział podając nam kilka zapachowych świeczek i zapalniczkę.
Tak szybko jak się pojawił, tak szybko zniknął, nie dając dojść nam do słowa. 
-Idę się umyć.-poinformowałam bruneta i zniknęłam w łazience.  
Szybko zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Umyłam się, następnie wytarłam swoje ciało i włosy, które porządnie rozczesałam. Ubrałam się w piżamę i wróciłam do salonu. Dylan właśnie zapalał ostatnią świeczkę. 
-Nastrojowo.-powiedziałam siadając na kanapie. 
-Dzisiaj jemy romantyczną kolację ze świecami.-powiedział sarkastycznie i uniósł w górę paczkę chipsów i jakieś inne śmieciowe żarcie.
-Zagramy w coś?-zapytałam.
-W co?
-Nie wiem... poker?-zaproponowałam.
-Dobra, ale rozbierany.-powiedział i zabawnie poruszył brwiami.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rozdział 10

~ROSE~


Sama nie wiem dlaczego i o co, ale nagle wszyscy mnie zaczęli strasznie irytować i denerwować. Weszłam do domu trzaskając głośno drzwiami. 
-Rose, co jest?-usłyszałam za mną Alex.
-Nie wiem co mi jest i dlaczego tak się zachowuje!-krzyknęłam.-Dajcie mi wszyscy święty spokój!
Przyjaciółka spojrzała na mnie smutnym wzrokiem, a zaraz potem podeszła do mnie i mocno przytuliła. Z moich oczu popłynęły łzy.
-Przepraszam.-wyszeptałam.-Nie powinnam pozwolić, żeby emocje zawładnęły mną.
-W porządku, nic się nie stało.-Alex posłała mi lekki uśmiech.
-Może powinnam usunąć ciążę i nic nie mówić Thomas'owi?-zapytałam bardziej sama siebie chowając twarz w dłoniach.
-Rose, cholera co ty bredzisz?-zapytała zbulwersowana brunetka.
-Nie wiem. Pomóż mi.-powiedziałam i jeszcze więcej łez spłynęło po moim policzku. 
Peters przytuliła mnie 2 razy mocniej. 
-Wszystko będzie dobrze.-zapewniła.-Leć się przebrać. Za pół godziny mamy iść na to ognisko.
-Okej.-westchnęłam cicho i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz letnią wodą i zrobiłam delikatny makijaż, starając się ukryć oznaki tego, że płakałam. Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Alex siedziała z Ally w salonie. Obie były już gotowe.
-Wyglądasz świetnie.-powiedziała Al posyłając mi szeroki śmiech.
-Dzięki, wy też.-odpowiedziałam. 
-To co? Idziemy?-zapytała Alex, na co pokiwałam głową zgadzając się. 
Wyszłyśmy z domu i szłyśmy wolno rozmawiając i szukając budki z napisem "Pearl". W końcu ją ujrzałyśmy. Chłopcy już tam byli. Ogień w ciemności wyglądał pięknie. Usiadłam obok mojego chłopaka i dałam mu całusa w policzek. Chłopak spojrzał na mnie i posłał lekki uśmiech. 
-Kocham cię.-powiedziałam.
-Ja ciebie też, Rose.-odpowiedział.
Evan podawał każdemu piwo. Nawet Alex piła, a obie zawsze odmawiałyśmy sobie alkoholu. Po prostu go nie lubimy.
-Trzymaj Rose.-powiedział Peters.
-Nie, dzięki.-pokiwałam przecząco głową.
-Daj spokój, dzisiaj wszyscy pijemy.-Thomas posłał mi uśmiech.
-Nie mogę.
-Jak nie możesz?-zapytali zdziwieni.
-Po prostu nie, okej? Nie chcę.-warknęłam.
-Oj Rose, jedno piwo ci nie zaszkodzi.-Evan na chama wcisnął mi butelkę do ręki.
-Ona nie może ty kretynie!-krzyknęła Alex.
-Ale czemu?-Evan i Thomas zapytali równocześnie.
-Bo jest w ciąży!-krzyknęła jeszcze głośniej, a kiedy zorientowała się co właśnie powiedziała, zakryła sobie usta dłonią.
-Co?!-zapytali wszyscy w szoku spoglądając na mnie.
-Thomas, chyba musimy porozmawiać na osobności.-westchnęłam.
Chłopak bez słowa wstał i odeszliśmy kawałek.
-To prawda?-zapytał po krótkiej ciszy.
-Tak. Chciałam ci powiedzieć, ale nie wiedziałam jak. Bałam się, że odrzucisz mnie. Nie wiedziałam co robić. Boje się. Boję się co pomyślą ludzie w szkole, rodzice, ale najbardziej boję się, co ty myślisz. Kocham cię i nie chcę cię stracić. Jesteś całym moim światem i zrobiłabym dla ciebie wszystko...
-Rose, przestań trajkotać.-powiedział przerywając mi.-Jak mogłaś bać się odrzucenia ode mnie. Jesteś całym moim światem i chce spędzić z tobą resztę życia. Jesteś najlepszym co mnie spotkało. Razem wychowamy to dziecko. Nie ważne co powiedzą ludzie. Liczysz się tylko ty.
Do moich oczu napłynęły łzy.
-Kocham cię.-szepnęłam i mocno go przytuliłam.
-Ja ciebie też.-odpowiedział i złączył nasze usta w długim namiętnym pocałunku.-Pamiętaj, że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć.
-Przepraszam, że nie zrobiłam tego od razu. 
-Nic się nie stało.-powiedział i pocałował mnie w czoło.-Zastanawia mnie, kim był chłopak, który cię wczoraj przywiózł...
-Paul, mój brat.-wytłumaczyłam.-Naprawdę nikt go nie poznał?
-Dzięki Bogu. Już się bałem, że to może być koniec.-powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Nigdy się mnie nie pozbędziesz.-powiedziałam.
-To dobrze, bo wcale nie chcę.
Dałam mu ostatniego całusa w usta i wróciliśmy do reszty naszych przyjaciół. Zajęliśmy wolne miejsce na ogromnym, przewróconym drzewie. Wszyscy byli pijani. Alex co chwila wybuchała śmiechem przytulając się do O'Briena, który był w siódmym niebie, a Ally i Peters nie odrywali od siebie ust. 
-Chyba powinniśmy odprowadzić ich do domu.-powiedział Thomas. 
Pokiwałam głową zgadzając się z nim i podeszłam do Alex.
-Hej, Alex.-powiedziałam, a brunetka spojrzała na mnie pijackim wzrokiem.-Wracamy do domu.
-Jeszcze trochę.-mruknęła i wtuliła się w ramię Dylan'a. 
-Chodź Alex.-pociągnęłam ją lekko za ramię.-Na prawdę powinnaś się już położyć.
-Mogę zabrać ze sobą Dyl'a?-zapytała spoglądając na mnie błagalnie.
Cicho westchnęłam i zgodziłam się. Peters wstała ciągnąc za sobą ledwo żywego Dylan'a. Najpierw odprowadziliśmy Ally z Evan'em do domu chłopaków, a później Alex i Dylan'a do naszego. Brunet położył się na łóżku Alex, a dziewczyna na nim. Obydwoje niemal natychmiast zasnęli.
-Pierwszy raz widzę pijaną Alex.-powiedział Thomas i z niedowierzaniem pokręcił głową.
-Ja też.
-Przejdziemy się?
-Okej.-zgodziłam się i razem z rudzielcem wyszliśmy znów na świeże powietrze. Wolno szliśmy uliczką. Wszystkie bary i restauracje były jeszcze pooświetlane, a w wielu z nich krzątali się uczniowie z naszej szkoły. 
-Ładnie tu.-powiedziałam do Sangstra, splatając nasze palce razem. 
-Gdzie chciałabyś pojechać na wakacje?-zapytał nagle.
-Nieważne gdzie, ale zawsze chcę być z tobą.-posłałam mu uśmiech, a on mnie pocałował. 
-Co powiesz na Londyn?
-Żartujesz? 
Pokręcił przecząco głową, a ja mocno go przytuliłam.
-Lecimy do Londynu?-zapytałam niedowierzająco. 
-Niedługo są twoje urodziny, a ja nie wiedziałem co mógłbym ci kupić. Zawsze chciałaś zwiedzić to miasto, więc pomyślałem, że mógłbym cię zabrać.
-Jesteś kochany, ale przecież musiałeś wydać na to sporo pieniędzy...
-Nieważne.-wzruszył ramionami. 
-A reszta? Oni też mogą lecieć z nami?-zapytałam.
-Jeśli tylko zechcą.-powiedział i pocałował mnie w czoło. 
-Kocham cię Thomas.
-Ja ciebie bardziej, Rose.
Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Już wiem, że dla takich chwil warto żyć. 



***


Dziękuję za ponad 1500 wyświetleń i wszystkie komentarze. Jesteście kochani :)
Dzisiaj cały rozdział oczami Rose i mam nadzieję, że się podobał ;)